Kortez – Dobrze, że cię mam (ep) (2018)

kortez

Pewna popularna wokalistka, opowiadając o jednym ze swych niegdysiejszych przebojów, spostrzegła, że X napisał jej bardzo osobisty tekst. Wydało mi się to śmieszne i straszne, bo nie chodziło o “wkład własny” autora, a o oddanie uczuć pani, co to je potem w piosence wyrażała jak(o) swoje. Niedawno jednak bliska mi – w innym życiu – osoba użyła podobnej formuły, odnosząc ją do mojej dyletanckiej próby wyrażenia czegoś w formie paraliterackiej. Owszem, byłby to dość standardowy przed sformułowaniem opinii, gdyby nie fakt, że naturę owych słów oddaje jedno zdanie “jakbym siebie czytała”.

Czemu o tym wspominam? Z kilku powodów. Po pierwsze, nie cierpię pisać wstępów. Po drugie, tak mi się to przypomina, gdy słucham nowej epki Korteza. Nie mam pewności, jaki jest jego wkład – jakkolwiek rozumiany – w warstwę uczuciową tych piosenek, ale problem z nią polega na tym, że jest… cienka. I nie mam na myśli literackości tekstów. Chodzi mi o przezroczystość tych słów, brak indywidualnej dykcji, o taką uniwersalność, która sprawia, że teoretycznie możemy się w tym odnaleźć, no nie wiem, poczuć, że to też o nas, ale gdzieś znika faktyczny intymny ciężar, wskutek czego trudno się przejąć tym wszystko, trudno to przyjąć jako własne.

Zadania nie ułatwia sam Kortez, w którego głosie nie ma nic, co kazałoby spróbować gościowi uwierzyć, jakoś to współodczuć, może współczuć. Ot, śpiewa swoje piosenki dla dziewcząt, ale i w tej kategorii nie ma szans z tym. To się podobać nie musi, ba, może się nawet nie podobać, nawet bym chciał usłyszeć w tym to, co tysiące osób, choćby przez chwilę, tylko że nie słyszę i już bym rzucił jakieś zgrabne zdanie podsumowania, spisując epkę na straty, ale…

OSTATNI UTWÓR! No kurczę. Nadal niepozbawiony żadnej z wad trzech poprzednich (czyli tego, że (1) Kortez (2) śpiewa (3) jakiś tekst), ale wyrastający ponad poziom tak mocno jak “Wyjdź ze mną na deszcz” z pełnej płyty. Co więcej, “Dobrze, że cię mam” w pewnym sensie góruje nad “Moim domem”, bo na puentę czeka się dziesięć minut, nie pół godziny. Jakim cudem “Już nie pamiętam” nie zmieścił się w programie podstawowym – nie mam pojęcia.

I nie chcę pytać, dlaczego Kortez nie pójdzie w tę stronę, dlaczego pewnie nikt nie pozwoli mu pójść, bo obawiam się, że znam odpowiedź. Dobrze, że potrafi zrobić dwa kroki we właściwą stronę, zanim ktoś go szarpnie za ramię i sprowadzi… na złą drogę. Cieszę, że w czymś, co jest zupełnie nie dla mnie, mogę znaleźć coś dla siebie.

Posłuchać można tutaj.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s