Dorota Koman – Maszyna do czytania (2015)

dorota koman

Zapewne to, że sięgam po poezję, i na półce piętrzą się tomiki, a nie jakieś prozy (chyba że biografie), nie wynika z żadnego wysmakowania. Nawet nie z niechęci do fikcji literackiej (“fikcja literacka” to coś mniej więcej jak “kupa kupiasta”, i nie mam na myśli pleonastyczności). Tak jak piłkarza, który w najlepszych latach kariery imponował szybkością, siejąc popłoch w szeregach defensywnych przeciwnika, przesuwa się z czasem do środka pola, by dzięki swemu doświadczeniu i mądrości dyrygował drużyną, której niegdyś był mózgiem (teraz jest sercem), tak mnie, z racji pogłębiającej się tylko przykrej niedyspozycji psychofizycznej, osobę, która niegdyś biła rekordy jakieś w konsumpcji książek, zostają tylko takie, które można chłonąć w półminutowych podejściach. Takie jak “Maszyna do czytania”.

Z tego przydługiego wstępu zasadniczo nie wynika nic. Dla samego pisania rzeczony fakt ma takie znaczenie, że piszę o tym, o czym piszę, a nie o czymś zupełnie innym, w dodatku robię przy tym multum dziwnych błędów, jakbym zapomniał wszelkie zasady gramatyki. Podczas wizyty w jednym z salonów sprzedaży popularnej sieci, zaplątałem sie między regały z literaturą, co zdarzyć się może każdemu, i wpadł mi w ręce tomik wierszy Doroty Koman. Dziwne było to, iż właściwie niezależnie od tego, na której stronie go otworzyłem, coś mnie zaraz bawiło (pozytywnie!) lub urzekało (a to już w ogóle). Zanim zdążą wrócić myśli, które przecież mnie nie opuszczają, przeczytam kilka zgrabnych – nic dziwnego, skoro kobiecych! – strofek. I nawet jeśli przy próbie mniej “doraźnej” i “przygodnej” lektury w końcu zapomnę, co czytam, że to robię właściwie, to zapamiętam, co czytałem. Dlatego zależało mi, by nie była to przygoda na jedno popołudnia, równie miła co przypadkowa, więc choć do domu wróciłem wówczas sam, to nazajutrz – jeśli to “nazajutrz” nie jest niezamierzoną figurą – już obyło się bez wahań. Co jak na kogoś, kto potrafi pójść kilka kilometrów do sklepu po konkretny produkt, po czym go nie kupić (i robić tak raz za razem), jest pewnym osiągnięciem.

Dorota Koman (ur. 1961) istnieje na scenie poetyckiej – jakkolwiek to brzmi – od przeszło ćwierćwiecza. “Maszyna do czytania” o tym zaświadcza, bo choć to tytuł nowego tomiku autorki, to jest nim również opatrzony zbiór, który obejmuje wybór wierszy z niemal wszystkich tomików wcześniejszych. Podoba mi się ta przekrojowość, możliwość szerszego spojrzenia na autorkę przez pryzmat jej dorobku, obserwowania przemian i stałości, rozwoju i wierności. W posłowiu do książki Bohdan Zadura mówi o paradoksie jako pewnym fundamencie i znaku firmowym poezji Doroty Koman, sam podobnej sprzeczności nie dostrzegam, bo rządzi tym wszystkim pewna swadliwa logika, czasem chmurna, czasem bardziej pogodna, a kolejne wiersze są pełne w swojej zdawkowości, takie niewymuszone i kunsztownie proste. Istotna część z nich pozbawiona jest tytułów, zamyka się w raptem kilkunastu słowach, ale w mówieniu o czymś ważne jest to, czego się nie powie. I jedno, i drugie jest w tej poezji ważkie i… dotkliwe. Jasne, wśród tych przeszło dwustu wierszy są lepsze i gorsze, nie mogę też pozbyć się natręctwa w formie przeświadczenia, że czasem coś w nich gryzie, że sam zrobiłbym niekiedy drobne poprawki formalne, niekiedy pewnie niedostępność całości doświadczenia, z jakiego wynikają, nieco osłabia ich wydźwięk, ale to, co nieosobiste, zaskakująco łatwo daje się przyłożyć do tego, co samemu się przeżyło. Może z czasem zatracają one pewną część uroku, bo nie można tracić złudzeń po raz kolejny, człowiek się zmienia (bodaj nigdy na lepsze, ale zbyt często na dobre), więc te nowsze tylko mówią do mnie, a nie przemawiają, ale człowiek, który w nich mówi – co i tak rzadkie – jest mi bliski.

Dlatego warto. Ktoś kiedyś stwierdził – przeczytawszy wiersz, który był wymierzony w moja skromną osobę – stwierdził, że warto było wycierpieć to, co wycierpiałem, by powstał. W istocie, mowa była o osobie zdolnej wręcz niesłychanie. Nie wiem, czy ktoś może powiedzieć to samo osobom, które żyją w poezji Doroty Koman, ale myślę, że byłoby to uzasadnione. Tak samo jak sięgnięcie po nią.

(Dorota Koman, Maszyna do czytania, Warszawa 2015)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s