Z ręką na pulsie (#45): Shining, Summoning, Watain

Shining – X – Varg utan flock
shining.jpg

Wydaje mi się, że opatrywanie “X – Varg Utan Flock” tagiem “depressive black metal” to rzecz podobna do uwzględnienia nowych płyt zespołu Ulver w metalowych rankingach rocznych. Nie mam z tym problemu. Nie przeszkadza mi również postać Niklasa Kvarfortha, bo choroba to choroba. Pewne “predyspozycje osobowościowe” nie dają mu jednak istotnej przewagi, która pozwoliłaby na nagranie wraz z kompanami czegoś przekonująco przejmującego. Więcej w tym progresji niż depresji, choć i ona jest taka grubo ciosana. Mimo to słucha się przyjemnie, nawet tych przywodzących na myśl Michała Wiśniewskiego czystych wokali i kiczowatych solówek, a niewykluczone, że nawet lepiej niż poprzednim razem.

Posłuchać można tutaj.

Summoning – With Doom We Come
summoning.jpg

Summoning. Gdyby wziąć związki zespołu z Tolkienem i przyłożyć mój nieprzekładalny na racjonalne argumenty uraz do fantastyki jako takiej, wyszłoby, że “With Doom We Come” znajduje się bardzo daleko w kolejce albumów, które mógłbym chcieć poznać. Co więcej, mając względne pojęcie o albumach wcześniejszych i formie duetu w ostatnich latach, już z całą pewnością nie mogłem oczekiwać cudów. I słusznie, bo cuda się nie zdarzają, ale nowy materiał Szwajcarów jest zaskakująco solidny, w pewnym sensie świeży, mimo że formuła pozostała niezmienna, a panowie nie doczekali się nieśmiesznych naśladowców. Wiążący mnie w pewien sposób z ich muzyką pierwiastek heroicznego smutku, jakiejś takiej bohaterskiej samotności, został tutaj zachowany, a niemal tytułowy utwór wieńczący dzieło mieści się pewnie w TOP 10 Summoning.

Watain – Trident Wolf Eclipse
watain.jpg

“Trident Wolf Eclipse” każe myśleć, że wydana przed przeszło czterema laty płyta “The Wild Hunt” – dość kiepska, a przy tym nieprawdopodobnie nierówna – była swoistym badaniem rynku. Szkoda, że jego wyniki okazały się widocznie takie, iż ostatecznie wywalono wszystko, co poprzednio było w mojej opinii wspaniałe (czyli krótko mówiąc, wycieczki w stronę Bathory), a cała reszta została zgrabnie odchudzona do wersji lite. Ale Watain to przecież marka. I mam na myśli ekonomiczne rozumienie tego pojęcia. Dostajemy więc materiał ładnie skrojony, rzemieślniczy, niezapadający w pamięci, z kilkoma sygnałami, które nieśmiało przypominają, dlaczego Watain ową marką się stał.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s