Projekt Poezja Kulturystyczna – Projekt poezja kulturystyczna (2017)

projekt poezja kulturystyczna

Ze wstępem zawsze jest problem. Pierwotnie zamierzyłem, że poświęcę płycie krótką notkę w cotygodniowym wpisie dotyczącym premier, ale o pewnych rzeczach wypada nie tylko wspomnieć, ale i mówić, mówić, i mówić. Projekt Poezja Kulturystyczna niczym nie zasłużył na to, by przepaść. Nawet w takim miejscu.

Muszę przyznać, bijąc się w wątłą pierś, że od lat większe serce miałem do układania strof na parkowej ławce pod wierzbą jakąś niż do układania się na ławeczce pod sztangą. Można mnie strofować i łajać, nawet by należało, choć trzeba również mieć na uwadze, że wskutek krytycznej autorefleksji kajam się i korzę. Nie chcę obiecywać poprawy. Materią słów winni zająć się zdolniejsi ode mnie, bo kończąc myśl, muszę ze spuszczoną głową nadmienić, że na polu kultury nie udało mi się zasiać czegoś więcej poza nieowocującym zwątpieniem w sercach ledwie kilku osób.

No ale dość nawet nie tyle o mnie, ile obok tematu. Jeśli chodzi bowiem o samą płytę, to całość mieści się w szerokich ramach (ramionach?) alternatywy, bez stękania i większego wysiłku dźwigając ciężar założonego (na gryf?) konceptu. Oczywiście przywołany w notce towarzyszącej jej wydaniu “P.O.L.O.V.I.R.U.S.” Kut to raczej rodzaj skrótu myślowego, może lokalny patriotyzm, choć trzeba uczciwie przyznać, że i tutaj goście imponują nie tylko liczebnością (wspomnę tylko Klimt czy Kiev Office – creditsy są naprawdę długie). Muzyka najostrzej – w sensie pastiszowej wyrazistości – skręca w stronę rapu, a pozostałe wycieczki to raczej spacerki, przy których nikt się nie spoci. Rzecz w tym, że piosenki są zwyczajnie dobre, a niektóre dobre nadzwyczajnie. Mnie szczególnie ujmuje zderzenie – wydawałoby się – twardej, męskiej tematyki z kobiecym wręcz powabem i liryzmem (ach, te synthy w “Nakładzie”, no a taki “Dawid” to bez cienia wątpliwości i ironii pierwsza piątka tegorocznych polskich utworów).

Skoro jesteśmy już przy oczywistym w swym braku oczywistości i banału koncepcie, to nie chcę opowiadać o redukcji poetyk, nie chcę też mnożyć osobliwych metafor. Nadmienię jedynie, że niewątpliwie chęć, by odwiedzić jakąś osiedlową pakernię, taką mieszczącą się w blokowej piwnicy, z dala od i szeroko pojętego centrum i modnych klubów fitness (wszakże fit to w zasadzie już jestem, hah), by tam doświadczyć jakiejś (meta)fizycznej, nieskażonej prawdy. Nie chcę też dochodzić, na czym polega cały dowcip i co legło u jego podstaw, bo fundament jest to stabilny i udało się na nim oprzeć solidną konstrukcję słowno-muzyczną. Trójmiejska scena jest zasłużona w śmieszkowaniu, ma w nim długie tradycję, więc tylko dla porządku – i poszerzenia niewątpliwie istotnego kontekstu – odnotuję istnienie tego blogu, i fakt, że Dwutygodnik – mimo pewnej niedawnej wpadki… wizerunkowej – całkiem rozsądnie nie przemilcza zjawiska.  Dla mnie to się zaczęło od prześwietnej epki Rapera Joozefa (obecnego na płycie), o której w paru słowach wspomniałem tutaj. Cieszy mnie, że mogę kulturalnie obcować z czymś… większym. I równie istotnym.

Często zachodzę w głowę, co powodowało osobami, które przyjęły i zatwierdziły dany slogan reklamowy, bo 99% tychże jest w zasadzie do niczego. Przyświecające idei albumu hasło “music for the muscles” jest zaś literacko wyborne. Tak samo jak odezwa wzywająca kulturystów do piór, a poetów – do siłowni. To oczywiście drobiazgi. I nawet nie chodzi o to, że i dobra kultury trzeba umieć opakować i sprzedać. Po prostu takie drobiazgi pokazują staranność, powagę i intelektualne zaangażowanie w – wydawałoby się – niezbyt poważne przedsięwzięcie. I pozwala wstępnie rozeznać się w potencjale twórców.

Podczas gdy ideowo zaangażowane, intencjonalne kopie niezbyt interesujących zespołów grają widmowe trasy po świecie długim i szerokim, wspierane w swym fantomowym wysiłku państwowymi środkami, taki Projekt Poezja Kulturystyczna omijają rządowe granty i dotacje. W warstwie lirycznej wytrzymuje on porównanie ze zjawiskowymi Wsiami, realizacją konceptu nie ustępuje wspomnianym Kurom, a i gdy idzie o samą esencję, czyli muzykę, nie ma się przed kim czego wstydzić.

Niewątpliwie warto.

Posłuchać można tutaj.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s