Z ręką na pulsie (#28): Angelo Badalamenti, Septicflesh, The National

Angelo Badalamenti – Twin Peaks (Limited Event Series Soundtrack)
angelo badalamenti

Twin Peaks. Nie wiem, jak sam serial, ale jeśli trzeci sezon ma się tak do pierwszych dwóch, jak ta ścieżka dźwiękowa do tej… kanonicznej, to… No wtedy może się okazać, że jest dość nudny, ale przynajmniej z momentami. Pomijam powtórzenia (“Audrey’s dance”, “Laura Palmer theme”, “Twin Peaks theme”), ale niektóre utwory brzmią jak wariacje na temat tych sprzed ćwierć wieku (“Grady groove”, “Deer meadow shuffle”). W pozostałych chyba nie słyszę tego, co zdają się słyszeć inni, ale być może to kwestia odbioru poza kontekstem. Niemniej są momenty (“Night”, “Heartbreaking”, w tym polski akcent w postaci “Threnody for the victims of Hiroshima” Krzysztofa Pendereckiego). Jak nadrobię nowe odcinki, to najwyżej odwołam te słowa.

Septic Flesh – Codex Omega
septicflesh

Nie nastawiałem się na nic wielkiego. I słusznie. Tak sobie myślę, że właściwie panowie z Dimmu Borgir mogliby nagrać coś nowego. To już tyle lat… Albo… albo nie. Ot, symfoniczna naparzanka, na szczęście w wykonaniu zespołu, który jest na scenie dostatecznie długo, by robić to z głową. Mimo wszystko nie dla mnie. Gdyby jeszcze zostawić tylko czyste wokale, których jest tu jak na lekarstwo, ująć nieco patosu, zwolnić… Kto lubi Septicflesh, temu pewnie “Codex Omega” podejdzie. Kto ich nie kojarzy, ten pewnie nie ma czego na tej płycie szukać.

Posłuchać można w tym miejscu.

The National – Sleep Well Beast
the national

Nie powiem, że najbardziej podoba mi się tytuł, choć byłaby to prawda. Panowie z The National, czyli ponoć najsmutniejszego zespołu na świecie, nagrali smutną płytę. Nie, nie należy tego określenia rozumieć dwojako. Mimo że za każdym razem, kiedy jej słucham, mam chęć zatrzymać się na cudnie pulsującym “Nobody else will be there”. Reszty za nic nie potrafię sobie przyswoić. W głowie zostaje jeszcze refren “Day I die”. Tak jakoś. Reszta kojarzy mi się, nie tak dosłownie, z “Moon Shaped Pool”. Skoro do krążka Radiohead po czasie się przekonałem, a przynajmniej odnajduję na nim fragmenty, do których lubię wracać (“Present tense”!!), to może tutaj stanie się podobnie. Na razie jestem nastawiony sceptycznie.

Korzystając z okazji, chciałem pozdrowić sleep well, beast albo nie, już nic.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s