Rosk – Miasma (2017)

rosk

Udało się podsumować ubiegły rok, co jako sama informacja jest bez znaczenia, ale w związku z tym doniosłym faktem można przyjrzeć się nowościom, zamiast zestawiać, nadrabiać i porządkować. Pierwszą płytą wydaną już w 2017, po którą sięgnąłem, jest wydana w styczniu “Miasma” postmetalowców z Rosk. Czy będę o niej pamiętał z innych powodów niż ten wzmiankowany?

Zacznijmy od tego, że nieco ponad pół roku wcześniej ukazał się minialbum, demo. Całkiem dobry, trzeba zaznaczyć, z pewnością obiecujący, choć z wyraźną… rezerwą, która kazała przypuszczać, że to nie szczyt możliwości warszawiaków. Pełny album to w sporej mierze powtórka z rozrywki, bo mamy to całościową powtórkę z tamtej surowej epki i jeden – trwający ponad dwadzieścia minut – nowy utwór. Jeśli chodzi o to, co już znamy i powinniśmy lubić, to słychać, że teraz skończyły się żarty, że to wyjście z podziemia i próba zaprezentowania się w pełnej krasie. Brzmi to inaczej, ale muzyka pozostaje tak wartościowa jak wcześniej. Jedynie okrzepła, nabrała ostatecznego kształtu w odpowiedniej brzmieniowej formie. A premierowy kolos… Dość powiedzieć, że nie jest kolosem na glinianych nogach.

“Miasma” wymaga cierpliwości, bowiem sam zespół nie gra… nerwowo, impulsywnie. Napięcie jest budowane konsekwentnie, z uporem, bez oznak zniecierpliwienia, co oznacza, że odbić się dość łatwo, nietrudno nie przebić, bo nikt tu nam nie ułatwia zadania, ale początkowe przedzieranie się przez te dźwięki nie okaże się szukaniem igły w stogu siana. Teoretycznie, jeśli uprościć, pierwszy moment, który może przyśpieszyć akcję serca i chwycić za pierwszym razem, pojawia się po jakimś kwadransie, ale z drugiej strony, i w nim samym, i w budowie kompozycji objawia się potencjał drzemiący – bo z pewnością nierozbudzony jeszcze do końca – w zespole.

Ktoś użył w odniesieniu do tego, co ośmieliłem się popełnić i pokazać, sformułowania, iż <em>widać rozwój, ale jeszcze nie dojrzałość</em>. Wprawdzie nie mam podobnego rozeznania w muzyce jak owa osoba w literaturze, ale przytoczone słowa można przyłożyć do debiutu Rosk. No właśnie: debiutu. Zatem to żaden zarzut. Zresztą cieszy, że to tak szybko, i że bez falstartu, bo tak na dobrą sprawę nie było kiedy wyczekiwać pełnej płyty – po prostu się pojawiła. Mimo pewnych melodyjnych i (za)śpiewanych fragmentów (klasa, niech sobie twardogłowi twierdzą inaczej!) rzecz wymagająca uwagi. I bez wątpienia na nią zasługująca. Konkurencja na tym pol(etk)u jest w kraju spora, bo postmetalowych kapel nie brakuje, ale… dlaczego nie? Przynajmniej Rosk ma się z kim mierzyć. I wcale nie jest powiedziane, że stoi na straconej pozycji.

Posłuchaj można tutaj.

———-

Tekst jeszcze z poprzedniego blogu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s