nieznane / zapomniane: Za Siódmą Górą – Rogalów – Piosenki ku pokrzepieniu serc (2008)

za siódmą górą

Troszkę śmieszkowałem, wspominając w tym zaimprowizowanym cyklu płyty nagrane przez takie tuzy polskiej piosenki jak Cezary Pazura czy Klaudiusz Ševković (w przypadku Janusza Rewińskiego byłem zupełnie poważny), więc dobrze by było coś, czego słucha się z zachwytem, nie nastawiając się uprzednio w odpowiednio ironiczny czy zdystansowany sposób. Dlatego choć mogę nudzić bardziej uważnych czytelników, to muszę polecić ostatnie jak do tej pory wydawnictwo Za Siódmą Góra, “Rogalów – Piosenki ku pokrzepieniu serc”.

By jakoś poszło, bo o arcydziełach pisze się naprawdę ciężko, przywołam dwa akapity sprzed pół roku. Notkę apologetyczną.

Wojcek Czern, założyciel niezaprzeczalnie ważnej wytwórni Obuh Records, nagrał ze swoim flagowym projektem płytę wyjątkową. Intymną, głęboką (także poprzez głębię… czasową, głębię odniesień, sięgających wczesnego dzieciństwa), będącą apologią małej, maleńkiej wręcz ojczyzny autora, odmalowanej z uczuciem i po mistrzowsku (“w Rogalowie życie płynie / wujek Irek na kominie” to najlepsze dwa wersy, jakie usłyszałem lub przeczytałem w minionym roku), pełną rzeczywistych (czy też urzeczywistnionych) i mitycznych postaci, wielobarwną, niejednoznaczną, naznaczoną tęsknotą i… dobrą. Nie myślę o poziomie muzyki, bo ten zasługuje na jeszcze wyższą ocenę, tylko o jej… duchu. To niezwykła opowieść zawieszona między rzeczywistością a baśnią. Naprawdę może pokrzepić.

Ulubiony utwór: Co drugi jest wybitny. Nie, to nie za duże słowo. “W Rogalowie”, jak kolegę chwyciło, słyszałem parokrotnie w dawkach po co najmniej kilkanaście odtworzeń. “Anioł”, choć nie pada w nim choćby jedno słowo, faktycznie opowiada o aniele. “Niech to licho!” zawiera w sobie niezawieralne, opisuje stany, które nie poddają się opisowi (zasługuje na druk jak mało który tekst piosenki). Nie będę wyliczał dalej. Wybieram “Koło źródła”, bo jak napisałem na Facebooku, to najbliższy mi i najpiękniejszy utwór, jaki usłyszałem po raz pierwszy w minionym roku.

Zdania nie zmieniłem. Co więcej, jeśli to w ogóle możliwe, mój stosunek do tych dźwięków jest jeszcze bardziej pozytywny. Łatwo się od nich odbić, zarzucając piosenkom banał, a tekstom – pretensjonalność, ale bardzo proszę mi wskazać – już nie mówię, że ograniczając się jedynie do folku – płytę nawet nie lepszą, tylko piękniejszą, która została nagrana w Polsce w XXI wieku i śpiewają tam w naszym języku. W tym, co słyszymy, nie tkwi żaden haczyk. Co więcej, nie ma tu żadnych sprytnych chwytów, także marketingowych, a prezentowana przez artystę wrażliwość jest tak osobna, a przy tym nie ma w niej cudaczności, że jeśli kogoś nie ujmuje, to… Jeśli przyjąć, że wyrabiamy sobie zdanie o danym muzyku jako o człowieku jedynie na podstawie tego, co stworzył, i wcale nie chodzi o poziom owej twórczości, to trudno byłoby mi znaleźć kogoś, o kim miałbym zdanie (wyobrażenie?) lepsze niż o panu Wojtku. A samej płyty, co niejako się z tym wiąże, mógłbym wykorzystywać do swoistej “weryfikacji” osób, które zdarzy mi się poznać, by sprawdziwszy ich reakcję, wiedzieć, czy wszystko z nimi w porządku. Bo jeśli ta muzyka nie jest w stanie kogoś wzruszyć, zachwycić, przybić, dodać otuchy, to coś z taką osobą może być nie tak. A niestety wiem, że należy w przypadku pierwszych niepokojących symptomów uciekać, czego niestety nie robiłem.

A do “Rogalowa…” wracam. Nawet jeśli to dla mnie podróż trudna i bolesna. Wracam, bo to jedna z najlepszych – i to kilku, nie kilkudziesięciu – płyt nagranych w Polsce za mojego życia. Po prostu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s