Grałem w grę: Saints Row IV Game of the Century Edition (2014)

saints row iv

Nie wiem, czy nadal nazywa się “miejskie” gry sandboksowe klonami GTA, sugerując tym samym, że możliwe jest jedynie lepsze lub gorsze odwzorowanie mechaniki. Jeśli chodzi o serię Rockstar Games, to pierwsze dwie części zawsze były dla mnie ciekawostką, trójka nieco przytłaczała, San Andreas to gra przekombinowana i bardzo rozczarowująca, w GTA IV i GTA V niespecjalnie mnie wciągnęły. Może to produkcje dla osób dwa razy młodszych ode mnie, mimo że nieprzeznaczone dla nich? Nie wiem. Inna sprawa z Vice City, które stawiam pośród swoich ukochanych gier. Czy znalazłoby się tam także Saints Row IV?

Saints Row IV 2017-06-28 16-59-37-92

Zacznijmy od tego, że z tej gry taki klon GTA, jaki z dowolnego zespołu metalowego klon Black Sabbath. Jasne, gry studia Volition wyrosły z fascynacji tą serią, ale i wraz z częścią trzecią z niej… wyrosły. I rzecz niekoniecznie w tym, że w Saints Row IV nie ma mowy o powadze, a im bardziej niepoważnie się robi, tym jest lepiej. Gdy twórcy przestają się jakkolwiek krępować, pozwalając sobie na żarty ze wszystkiego, co tylko możliwe (niech będzie, że sam ogólny pomysł przywodzi na myśli film Matrix*, mnie przez to ciągłe bieganie po statku kosmicznym i opcjonalne “romanse” przychodził na myśl Mass Effect**), wrzucaniu do rozgrywki fragmentów “od czapy” (przezabawny etap “skradankowy” czy inspiracja takimi produkcjami jak Double Dragon).

Saints Row IV 2017-06-30 23-18-32-65

Wirtualne Steelport*** stało się… wirtualne. Za sprawą kosmitów, którzy przybyli, zobaczyli i jak się zdaje, zwyciężyli. Nawet nasz protagonista staje się w pewnym sensie bohaterem gry komputerowej, przemierza symulację, mimo że chwilę wcześniej był urzędującym prezydentem Stanów Zjednoczonych. O fabule nie ma sensu opowiadać. Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jest szczególnie istotna. Po drugie, jeśli jednak jest, to nie wypada. W każdym razie, dzieje się, i to od samego początku. Właściwie otwierająca grę sekwencja skłoniła mnie do refleksji, jakie wprowadzenie do gry z otwartym światem jest najlepsze: czy takie “filmowe” jak tutaj, czy dające od razu pełną swobodę, czy może coś pośredniego. Doszedłem do niezbyt odkrywczego wniosku, że najlepiej zrobiono to w Morrowindzie, więc nie będę się nad kwestią szczególnie rozwodził.

Saints Row IV 2017-07-05 21-37-58-50

Zmieniło się to, że już nie biegamy i nie jeździmy po mieście, co jeszcze w trzeciej części łączyło tę grę ze sztandarową serią Rockstar Games, tylko… No, wciąż biegamy, ale sprintem, i to takim pozwalającym z łatwością prześcigać (lub spychać z drogi, jeśli dojdzie do kolizji) pojazdy, a samymi autami kierujemy w zasadzie tylko wtedy, gdy wymagają tego twórcy w trakcie konkretnej misji. Bo trzeba kogoś dokądś zawieźć, a nam wyłączono supermoce. No właśnie! Oprócz sprintu nauczymy się skakać tak wysoko, by jednym susem przesadzać budynki, a także biegać po ich ścianach, zamrażać przeciwników, by stali się bardziej podatni na obrażenia, podpalać ich, odrzucać i ogłuszać tupnięciem, posługiwać się telekinezą… Wszystkiego nie wymieniłem. Standardowe bronie (choć określenie “standardowe” jest tutaj nie na miejscu, ale nie będę wyliczał, czym możemy postrzelać) wciąż są potrzebne, spokojnie. I ogólnie to wszystko jest fajne, tylko że czyni rozgrywkę bardzo chaotyczną (szczególnie gdy przeciwnik też skacze po mapie i ciska w nas pojazdami, a my musimy za nim ganiać) i… prostą. Ewentualna trudność wynika co najwyżej z tego, że często trzeba zachować cierpliwość. Także ze względu na okazjonalne bugi, gdy np. nie pojawia się konieczny do dalszego postępu przedmiot albo “wcina” nam cel misji.

Saints Row IV 2017-07-05 21-52-53-78

O takim paradoksie jak misje “pościgowe” w którym trzeba się starać, by nie wyprzedzić tego, kogo się ściga (albo ów ktoś sam się zatrzymuje i czeka…), nie chcę nawet mówić.

Saints Row IV 2017-07-08 23-08-38-99

Dwie dodatkowe kampanie (Enter the Dominatrix, How the Saints Save Christmas) to zabawa na trzy godziny. Łącznie. Niewiele. Delikatnie mówiąc. Tym bardziej że są naprawdę ciekawe. Jednakże w drugiej napotkałem kilka problemów. Raz zaciąłem się między jakimiś pudłami i konieczny był restart gry, w ostatniej misji zaś okazało się, że do jej ukończenia wymagana jest umiejętność, której moja postać jeszcze nie zdobyła. Problem wynikał z tego, że dostęp do dodatkowej zawartości, uzyskiwany wraz z postępem rozgrywki w głównej grze, uzyskujemy zbyt szybko. Choć oczywiście nikt nie każe nam nad tych “nadprogramowych” misji wykonywać. No ale błąd twórców to błąd twórców.

Saints Row IV 2017-07-07 15-57-22-39

Nikt nie każe nam także bawić się (z) misjami pobocznymi w samym Saints Row IV. Spora część z nich, mimo że posiada stosowne briefingi, to pakiet opcjonalnych aktywności. Zhakuj sklep (prosta gra – powiedzmy – logiczna). Oczyść jakiś obszar (strzelanie). Przejmij hotspot (jeszcze więcej strzelania). Wygraj wyścig (bieganie). Wejdź na wieżę (%&##$@! skakanie). Wejdź do szczeliny (bieganie, skakanie lub rzucanie przedmiotami). Weź udział w programie Profesora Genki (rzucanie przedmiotami, pojazdami i ludźmi). Jeszcze harce z wirusami (w końcu to wirtualny świat), czyli znów strzelanie. Nie wspominam o rzucaniu się pod samochody, radosnej rozwałce na punkty (niekonieczie pieszej) i sam nie wiem, czym jeszcze. Trochę tego jest, ale większość z tych misji lepiej wykonuje się w locie. Właściwie dosłownie w locie, to znaczy w przerwach między kolejnymi szybowaniami nad miastem w poszukiwaniu umożliwiających dokupywanie ulepszeń do specjalnych umiejętności klajstrów. Poza tym można zbierać dzienniki dźwiękowe, które teoretycznie pozwalaja nam lepiej poznać towarzyszy, niszczymy posągi głównego złego, możemy zebrać fragmenty przygodówki tekstowej… Jest tego wszystkiego dużo, za dużo, dużo za dużo wręcz. Jeśli dodać, że sporą część wyznań możemy ukończyć z brązowym, srebrnym lub złotym medalem, co oznacza, że jeśli chcemy być perfekcyjni, niejednokrotnie będziemy musieli powtarzać podejścia. Jasne, są misje lojalnościowe (znów Mass Effect), całkiem ciekawe zresztą, ale myślę, że jeśli ktoś nie będzie się specjalnie wychylał poza główny wątek, to niewiele straci. Niestety. Chyba że zależy mu na zdobyciu możliwości kupna kilku umiejętności, zdobyciu dodatkowych broni, towarzyszy czy pojazdów, bo zawsze w jakiś sposób jesteśmy za nasze dodatkowe wysiłki nagradzani.

Saints Row IV 2017-07-16 16-30-40-81

Mam pewien problem z oceną tej gry. Wprawdzie jest w porządku, daje sporo frajdy, czasem potrafi rozbawić, ale i kilka bugów psuło roz(g)rywkę, w dodatku całość jest przeładowana powtarzalnymi aktywnościami, otwarty świat niespecjalnie wciąga, całość jest mimo wszystko zbyt łatwa, a jeśli porównać grę do kapitalnej części trzeciej, to…

(6+/10)

+ bezpretensjonalność i humor;
+ rozwałka;
+ więcej tego, co lubimy;
+ muzyka i jej dobór do okoliczności (“What is love” Haddaway, “The boys are back in town” Thin Lizzy, “I don’t want to miss a thing” Aerosmith);

– liniowe, niedające swobody misje;
– bardziej jak rozbudowany DLC i do trójki;
– przeładowanie wszystkim, czym się da;
– frustrujące sekwencje platformowe;
– niski poziom trudności (grałem na średnim, czyli na normalu).

* Oglądając jedynkę, zasnąłem. Bardzo szybko. Dawno temu. Film był wówczas emitowany wczesnym wieczorem, więc co każe mi przypuszczać, że zmorzył mnie on sam.
** Gra akcji tpp, polegająca na bieganiu od zasłony do zasłony, strzelaniu zza tychże i oglądaniu naprawdę dobrych filmowych przerywników, szumnie nazywana erpegiem.
*** No dobrze, nie można nazwać – o słodki paradoksie – wirtualnym miasta, które nie istnieje, ale to szczegół.:)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s