Z ręką na pulsie (#20): Avatarium, Dying Fetus, The Ruins of Beverast

Avatarium – Hurricanes and Halos
avatarium

Lubię, gdy zespół odchodzi od korzeni, bo zapuszczanie ich niekoniecznie jest czymś dobrym. Szczególnie gdy rzecz tyczy się zespołów metalowych. Dowodzone przez Leifa Edlinga z Candlemass Avatarium wydawało się dotychczas lżejszą wariacją jego macierzystej formacji, teraz powoli zyskuje tożsamość, zmierzając w podobnym kierunku co – powiedzmy – Baroness. Wreszcie wokale (nie wiedzieć czemu, przywodzące często na myśl… Pink!) nie brzmią jakby od czapy, a cały psychodeliczny klimat, co najwyżej lekko wsparty doommetalowymi wpływami, jest bardzo przyjemny. Chwytliwe refreny, ładne melodie, trochę progresji… Teoretycznie taka płyta na lato, ale prawdopoobnie nie zapomnę o niej, gdy ono przeminie.

Dying Fetus – Wrong One to Fuck With
dying fetus

Nabrałem pewnej ochoty na odświeżenie sobie twórczości znanej i lubianej grupy Torsofuck. Nie żebym był z nią szczególnie dobrze zaznajomiony. Nie z powodu tytułu płyty, który pasowałby bardziej do jakichś rapsów. Ot, luźne skojarzenie. Tęsknota. Bo Dying Fetus są w porządku, ten ich brutal death metal ma groove, jest zagrany jak trzeba, ale wciąż mam problem z całą stylistyką, jakże odhumanizowaną, wyzutą z emocji. A wspomniane w pierwszym zdaniu fińskie śmieszki to przynajmniej śmieszki. Nawet jeśli im samym nic o tym nie wiadomo. I jak zwykle: im wolniej, tym lepiej. Im szybciej i bardziej brutalnie, tym mocniej i częściej ziewam. Ale summa summarum jest w porządku.

The Ruins of Beverast – Exuvia
the ruins of beverast

Kolega polecał. Po raz pierwszy przed paroma miesiącami. Wtedy – wstyd przyznać – nie mogłem sobie przypomnieć, skąd znam nazwę. Ostatnio, całkiem niedawno, rekomendował tę konkretną płytę, a ja już wtedy mogłem powiedzieć, że nazwa obiła mi się o uszy przy okazji splitu nagranego z Urfaust. Chyba rozumiem, skąd jego entuzjazm. Jest w tym jakiś plemienny trans, niekoniecznie mi bliski, przywołujący odległe skojarzenia z Neurosis. A że on lubi taką Wardruną, której ja nigdy nie pojmę… No ale nieistotne. Na “Exuvii” są momenty kapitalne, ale trzeba na nie czekać, wyławiać je z tej dźwiękowej magmy… Nie to, że płyta jest zła, wręcz przeciwnie, tylko wolę death doom metal w bardziej melodyjnym ujęciu… A ów kolega, tak słowem podsumowania, śmiał się pogardliwie z wczesnej Katatonii. Właściwie nic nie mam do dodania.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s