Licho – Podnoszenie czarów (2017)

licho

Licho. Mało kto, a już na pewno nie osoby chcące uchodzić za poważne i rozumiejące ducha black metalu, brał ten projekt serio, stawiając go w jednym rzędzie ze kapitalnym w moim odczuciu Marliwem. Jeśli chodziło o to, by “Podnoszeniem czarów” coś komuś udowodnić, to myślę, że to się udało, a niedługo może się okazać, że oto mamy nową Furię, jeszcze bardziej furiacką w swej teatralności niż sama Furia. Wtedy zacznę słuchać postminimalistów, a płyty blackmetalowe spróbuję oddać miejskiej bibliotece.

Mogę na tym zakończyć tę recenzję? A jeśli nie, to czy mogę przeklinać? Ech, ma być z kulturą… Dobrze… Wzdycham głęboko.

Do licha!

Czekałem na tę płytę. Wieść o niej dotarła do mnie niedawno, a że od razu chciałem sprawdzić, czy uchylono już rąbka tajemnicy i można poznać choćby fragment, to sam sobie tę radość niecierpliwego oczekiwania natychmiast odebrałem wraz z pierwszym przesłuchaniem “Siania”. I nie wspomnę o żadnym ziarnie niepewności, bo właściwie już miałem pewność. Pewność, że to nie płyta, na którą czekałem. Licho na demówce (“Licho”, 2011) i splicie z Duszę Wypuścił (“Jak naprawić duszę ludzkości?”, 2013) było taką osobną jazdą niejakiego Szturpaka, wspartego na płytowym debiucie (“Pogrzeb w karczmie”, 2014) przez basistę Artura Tabisza i Dominika Gaca, który pisał teksty, a teraz stało się pełno(s?)prawnym zespołem. Tu powinienem spuścić na całość zasłonę milczenia. Nie wiem, dlaczego Szturpak, który swoim kruczym wokalem umiał w osobliwy sposób oddać przaśnego, jarmarczno-wódczanego ducha słowiańskości, będąc przy tym naturalny i ujmujący, oddał mikrofon panu dzierżącemu dotychczas – przyznaję, z powodzeniem – pióro. Teraz niewypał jest podwójny. W warstwie pożal-się-boże-literackiej coś między Furią (“poetyckość”) a projektem Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi (poetyka), tylko odpowiednio gorsze (a już poziom wzorców wzorcowy nie jest, i to delikatnie mówiąc), a z wokalami to jest tak jak z klubem piłkarskim, który z powodu utraty płynności finansowej zostaje w jednej chwili zdegradowany z rozgrywek ekstraklasowych to tych na szczeblu regionalnym, półamatorskim, nie tracąc jedynie swojego szyldu. Muzycznie to jest tak wyprane z charakteru i mocy, że sam nie wiem, czy to aby nie jakaś postmodernistyczna zabawa, której nie rozumiem, bo jestem za cienki w uszach na tak inteligentne i wysublimowane gry z odbiorcą. Niewykluczone też, że to efekt mojego zblazowania lub przesytu podobną stylistyką.

Albo to taki teatrzyk. Z odpustowymi diabełkami, sztuczną krwią i naturszczykowską obsadą. No ale teraz już można normalnie. A jak nie, to stawiam krzyżyk i krzyżyk na drogę.

Post black metal. Dla wegan.

Płyta leży sobie tutaj. Jeśli ktoś koniecznie chce i musi, to proponowałbym zacząć od końca, od “-“, czyli od tego, co najlepsze i nadal bardzo złe. Jeśli literacko podejdzie, byle nie do gardła, można iść dalej. I brnąć, i grzęznąć.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s