Z ręką na pulsie (#16): Mitch & Mitch & Kassin, Ramona Rey, Sorja Morja

Mitch & Mitch & Kassin – Visitantes Nordestinos
mitch & mitch

To dźwięki z nieco wyższego rejestru niż ten, do którego przywykłem, nawet jeśli podane z lekkim przymrużeniem oka, ale skoro zdołałem (po nie) sięgnąć, to… No i nie jest tak, że na coś trzeba przymknąć oko. Taka skupiająca na sobie uwagę muzyka relaksacyjna. Kto wie, może nawet – że posłużę się wyczytanym gdzieś ongiś sformułowaniem – wyciszająca niepokój serca… Spełnia zatem funkcję utylitarną, a i to, że mogłaby rozbrzmiewać w hipermarketach czy galeriach handlowych, nie jest niewyszukaną złośliwością. Łatwo byłoby wówczas sprawić, że klienci trochę pokrążą sklepowymi alejkami. Inna sprawa, że mogliby zapomnieć, gdzie są i co tu robią. Ujmę to tak: chyba sprawdzę, jak Mitch & Mitch odświeżyli – wraz z autorem – debiut Zbigniewa Wodeckiego. A to już naprawdę coś znaczy.

POSŁUCHAJ

Ramona Rey – 4
ramona rey

Intrygujące i irytujące. Artystyczne i arystowskie. Płynne i rozedrgane. Przyciągające i odpychające. Jednocześnie coś w tym jest i nie ma nic. Przez każdy utwór musiałem przejść, musiałem się przedrzeć, sztuka wytrwania za każdym razem była sztuką. Nie bardzo wiem, co myśleć, bo przecież się udało. Wcześniej unikałem Ramony Rey, w czym niewątpliwa zasługa urzeczonych wokalistką redaktorów serwisu Porcys. Myślę, że nie mieli rację. To znaczy mieli. To znaczy ja miałem. Nie wiem, czy coś straciłem. Wtedy i teraz. Jakoś pasuje mi ukute spontanicznie hasło “L.U.C polskiego popu*”. A co – i ile – to znaczy, trzeba samemu osądzić. Dobrze, że przynajmniej używa zasobu leksykalnego ze słowników. Chociaż tym tekstom dobrze robi to, że tylko są. I nadal wolę Reni Jusis.

Łatwo można ocenić “4” skrajnie, a to, że raczej oceniłbym skrajnie źle, zupełnie o niczym nie świadczy.

*No przecież nie “polska Kate Bush”.

POSŁUCHAJ

Sorja Morja – Sorja
sorja morja
O, i to rozumiem. Także tak po prostu. Nie czuję zmęczenia, zażenowania ani irytacji. Nawet śpiewanie tak bezpretensjonalnych popowych piosenek jest niebezpieczną zabawą, swoistym balansowaniem na krawędzi, gdy śpiewa się w języku polskim, ale tu wychodzi to na tyle dobrze, by nie utyskiwać. “Sorja” to naprawdę dobry pomysł na spędzenie dwudziestu trzech minut i dwudziestu trzech sekund. I oczywiście, jak to zwykle bywa, najlepsze zostaje na koniec (“Śmierć”), więc nie ma co odpuszczać wcześniej.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s