Stachursky – Vademecum DJ’a

Korba!
Jazda!
Amok!
Chłosta!
Dopał!
Rwanie!
Faza!
I zgon!

Ref: Mej dyskoteki szał
Gorących, młodych ciał
To wszystko tu dostaniesz
Gdy z nami dziś zostaniesz

Korba!
Jazda!
(…)

Chcecie muzę?
Chcecie światło?
Chcecie laser?
Chcecie wódkę?
Chcecie dym?
Z tego słynę
To na pewno Was nie minie

Korba!
Jazda!
(…)

Ref: Mej dyskoteki…

Korba!
Jazda!
(…)

Ref: Mej dyskoteki…

Dla porządku i z chęci zachowania staranności wypada najpierw przyjrzeć się samemu tytułowi. Jak podaje Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego, “vademecum” to “książka-poradnik, przewodnik, informator w określonej dziedzinie; kompendium”. Kim jest DJ, chyba wyjaśniać nie muszę. Sądzę jednak, że tekstu utworu, zasugerowawszy się tytułem, nie należy odbierać jako swoistej instrukcji dla kogoś, kto chce zająć się oprawą muzycznej imprezy: czy to odbywającej się w ekskluzywnym wielkomiejskim klubie, czy w specjalnie na taką okazję przygotowanej stodole we wsi pod Radomiem. Ten tekst nie jest godzien tak powierzchownej interpretacji, tym bardziej że należy mieć na uwadze to, kto jest jego autorem.

Tak więc do rzeczy. Należy zacząć od tego, że tekst ma szeroki, uniwersalny wymiar i jest ironicznym krzykiem rozpaczy wobec XXI-wiecznej rzeczywistości. Zaczyna się od ośmiu starannie dobranych i uporządkowanych rzeczowników, które dzięki takiej a nie innej kolejności tworzą misternie wypleciony łańcuch gorzkich i zdystansowanych refleksji na temat tego, co dzieje się we współczesnym świecie, jak bezrefleksyjnie dąży on ku samozagładzie. By nadać im ironiczny, a zarazem bardziej sugestywny wymiar, są one wygłaszane z perspektywy kogoś, kto jest odpowiedzialny za ów stan rzeczy (tego dowiadujemy się wprawdzie dopiero w refrenie, ale jest to kwestia kluczowa dla całej interpretacji, więc wspominam o tym już w tym miejscu). Dla większej przejrzystości przytoczę te rzeczowniki kolejno od myślników:
– korba – symbolizuje narzędzie, za pomocą którego ktoś – siła wyższa? (nad)człowiek? – “napędza”, “rozkręca” rzeczywistość; sprawia, że wszyscy wokół zaczynają gonić ślepo przed siebie, nie mając pojęcia, czemu właściwie to robią;
– jazda – okrzyk o bardzo dużym ładunku ekspresji (co zostało zresztą świetnie oddane wokalnie), wyrażający samozachwyt podmiotu i absolutną aprobatę dla tego, co uczynił;
– amok – słowo, które w sposób absolutnie doskonały oddaje to wszystko, co dzieje się na co dzień na naszych oczach, a co jednocześnie jest skutkiem działań podmiotu lirycznego;
– chłosta – chodzi tu nie o sprawiania fizycznego bólu, a o to, co przeżywają serca, dusze i rozumy  zwykłych ludzi; podobnie jak w przypadku poprzedniego słowa, niemożliwym jest wyrażenie tak głębokiej socjologicznej diagnozy w równie dobry, a przy tym w tak lapidarny sposób;
– dopał – zakomunikowanie, że ktoś lub coś nadal kręci \”korbą\”, koniec jest coraz bliższy, ale nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, więc szaleńcza gonitwa trwa, a korbacz (ten, kto używa korby:D) zaciera ręce, nie ustając w swych wysiłkach;
– rwanie – chwila refleksji, refleksji krótkiej, [u]rwanej, wręcz niewychwytywalnej, której jedynym śladem w świadomości jest smuga myśli, którą bardzo szybko rozwiewa wiatr czasu (poniosło mnie, ale to skutek obcowania ze Sztuką (zbyt) Wysoką);
– faza – pogłębiona, dłuższa refleksja; niestety, zbyt późna;
– zgon – smutny koniec jednostki uwikłanej w rzeczywistość będącą dziełem podmiotu; by wzmocnić wymowę tego słowa, podkreślić jego moc i ukazać, że “zgon” wynika z następujących po sobie ciągów: działań “odgórnych” (“korba / jazda|), skutków owych działań (“amok / chłosta / dopał”) i niedostatecznie szybkich refleksji (“rwanie / faza”), autor używa spójnika “i” (“i zgon”);
Jak widać, Stachursky nie jest optymistą i ani mu w głowie snucie wyidealizowanych, idyllicznych wizji. Jedni nazwą to racjonalizmem, inni – hiperbolizowaniem rzeczywistości. Trzeba jednak pamiętać, że nie mamy do czynienia z pierwszym lepszym wierszokletą-grafomanem, a z poetą klasy światowej, który nie chwyta za pióro dla zabicia czasu lub przyjemności. On nie używa bylejakich słów, przez niego przemawia poezja, w której rękach jest narzędziem. To wystarczający powód, by spijać je z ust Wieszcza.

Przejdźmy do refrenu. W jego pierwszym wersie pojawia się “dyskoteka” i jej “szał”. Wszystko to należy do podmiotu lirycznego (zaimek dzierżawczy “mej”). Oczywiście dyskoteka nie jest dyskoteką, a światem, który jest kreacją wspomnianego podmiotu. Tu zresztą ujawnia się jego cynizm, gdyż w poprzedniej strofie obraz rzeczywistości został przez niego odmalowany obiektywnie i zgodnie z prawdą (choć, przyznam, w sposób niezwykle enigmatyczny), a tu mamy do czynienia z kuszeniem, co pozwala nam na zaryzykowanie stwierdzenia, iż owym kusicielem może być szatan. A co ma on nam do zaoferowania? Świat przyciągający swym pięknem (wyraźne nawiązanie do wszechobecnego kultu piękna i młodości, który z ogromną pasją “proponują” nam współczesne media), beztroską, feerią tęczowych barw i oślepiającym blaskiem – słowem: tym, co nie pozwala nam pozostać obojętnym. A przecież przeszło dekadę temu niejaki Kazik Staszewski (postać nieistotna, jeśli porówna się ją ze Stachurskim, ale podobno dość popularna, a przez niektórych nawet lubiana) ostrzegał, a wręcz nakazywał: “nie patrzaj w blask, który świeci, bo świeci odbiciem tylko”.

W ostatniej ze strof utworu podmiot zwraca się bezpośrednio do tłumu. Kieruje do niego kolejne pytania o to, które mają na celu jego “wybadania” i zaspokojenie potrzeb, które zostały, nawiasem mówiąc sztucznie (właśnie przez owe pytania) wytworzone. Ponadto nie chodzi tu o działania dla czyjegokolwiek dobra, lecz o zupełnie zniewolenie ludzi, którzy dopiero co ulegli kuszącej wizji świata. Dlatego gdy słyszymy pierwsze pytanie (“chcecie muzę?”) i gromką, twierdzącą odpowiedź (“yeah!”), to już wiemy, że nie ma odwrotu i żadnej z tych osób nie pomoże choćby najgłębsza refleksja i najszczersza chęć wyjścia z bagna, w którym się znalazła. By mieć pewność, że tak będzie, proponuje im kolejne rzeczy, za pomocą których podmiot potwierdza swoją supremację. Są to:
– muza (ogłusza),
– światło (oślepia),
– laser (również oślepia),
– wódka (ogłupia),
– dym (dusi, uniemożliwia widzenie i orientację w świecie),
Oślepiony, ogłuszony, ogłupiony i pozbawiony zmysłu powonienia tłum zostaje pozostawiony sam sobie i jest skazany na łaskę i niełaskę swego kusiciela-ciemiężyciela. Ten zaś, niczym Chochoł w “Weselu” Wyspiańskiego, prowadzi barwny korowód ku piekielnym czeluściom.

I w tym momencie kończy się tekst, a więc również i moja praca. Jestem naprawdę ciekaw, czy Stachursky nie czuje się tak jak Konrad, bohater dramatu “Dziady cz. III” Mickiewicza. Powiadał on tak:

Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?
Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,
Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?
Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi.

Dlatego sam daleki jestem od stwierdzenia, że w pełni odkryłem i przedstawiłem sens utworu “Vademecum DJ\’a”, ponieważ by móc zrozumieć geniusza, samemu trzeba być geniuszem.

Dwa wieki temu mieliśmy Słowackiego i Mickiewicza i do dziś ciężko stwierdzić, kto z nich był większym poetą. Teraz tego problemu nie ma, bo żaden wierszokleta nie jest w stanie stanąć w szranki ze Stachurskim.

Dlatego pisz, Jacku, pokrzepiaj nas, pouczaj i wskazuj nam, niegodnym, drogę przez nasze marne żywoty. Pokornie słuchamy.

POSŁUCHAJ

———-

Tekst archiwalny.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s