Top 25: polskojęzyczne utwory ostatniego ćwierćwiecza (20-16)

Druga część listy, w której nie zachowuję choćby pozorów obiektywizmu.


20. KAT – Legenda wyśniona (z płyty “Ballady”, 1993)
POSŁUCHAJ

W srebrnej poświacie szła
Dziewczęcy duch Bogini Ziemi

Gdyby to był utwór reprezentatywny dla Kata, to KAT byłby jednym z moich ulubionych zespołów… metalowych? Może na odbiór po części składa się to, że poznałem “Legendę wyśnioną” w najlepszym (najgorszym?) możliwym momencie, co mimo upływu lat nie traci znaczenia. Nawet sama nazwa – jako, powiedzmy, zdrobnienie imienia – kojarzy mi się jak najgorzej. Podoba mi się pewna zmiana poetyki, nie tylko muzycznej, bowiem Kostrzewski jest grafomanem i w jego grafomanii nie ma odrobiny wyjątkowości, a satanizm, diabły i osobliwe fantazje seksualne są nieszczególnie zajmujące. Dlatego mimo że tutaj są pewne ślady bliskich sercu autora klimatów (a to przewinie się pentagram, a to transkrypcja zaklęcia z Necromoniconu), ale tekst i muzyka zgrabnie umykają hermetyczności, bo to nie konwencjonalny thrash z całym dobrodziejstwem (?) inwentarza, tylko nastrojowa, pełna dostojeństwa i całkiem wysmakowana kompozycja, której “metalowość” dla osoby niesłuchającej metalu będzie co najwyżej umowna, a nie odstręczająca. Nie trzeba się specjalnie wysilać, by dostrzec w niej piękno, a nawet jeśli pewne wątki – powiedzmy – baśniowo-fantastyczne widziałbym w innym ujęciu, to nie narzekam.

19. Gres-Snatch – Noc (z epki “Noc”, 2005)
POSŁUCHAJ

Nie ma tu faktów, nie ma tematów tabu
Kolejny brak tylko, kolejny pociąg do braku

Mimo że rapu słucham częściej niż od święta, to w porównaniu z osobami, które naprawdę wsiąkły w tę stylistykę jestem słuchaczem niedzielnym. Mimo to sądzę, że gdybym wskazał “Noc EP” jako jeden z prawdziwych klasyków rodzimej sceny, tobym się specjalnie nie wygłupił. A jej najjaśniejszym (hah) punktem jest utwór tytułowy. Cudownie sięgającym poprzez sample do – jakkolwiek spojrzeć – klasyki polskiej muzyki (Grechuta, Demarczyk, Szczepanik) i niepolskiej poezji (Jaime Torres Bodet), z raperem, który dotrzymuje kroku natchnionemu producentowi. Wprawdzie jeśli doszukiwać się głębi tzw. przekazu (pojęcie mityczne), to może być różnie, a mówienie, że Gres jest poetą, byłoby krzywdzące dla niego krzywdzące i niesprawiedliwe. Acz ma bardzo dobry słuch i jeszcze lepszą dykcję. Klimat (kolejny termin, którego nie może zabraknąć) jest jednak niepowtarzalny, i to niepowtarzalny prawdziwie. Tak bardzo, że nawet pojedynczy wulgaryzm, rzucony zupełnie bezzasadnie gdzieś w połowie utworu, o niczym nie przesądza.

18. PRL – Traciłem czas (z płyty “Zła wiadomość”, 1996)
POSŁUCHAJ

Bajerowałem ją trzy miesiące
Traciłem czas, wydawałem pieniądze

Nie ma sensu zaklinać rzeczywistości – “Traciłem czas” rzeczywiście brzmi jak “Wave of mutilation” Pixies, właściwie niemal tak samo, tylko że tak czy owak, oba utwory są kapitalne. Po epizodzie Rafała Kwaśniewskiego w Kulcie nie posądzałem go bycie szczególnie utalentowanym muzykiem (choć sam Kazik Staszewski o nim jako o artyście miał jak najlepsze zdanie, o nim jako o człowieku już niekoniecznie), ale tutaj – szczególnie we wskazanej, jakże esencjonalnej i zdolnej “odczarować” pojęcie “polski rock” perełce – pokazuje pełnię swojego talentu. Także jako wokalista i tekściarz. Wprawdzie pisze specyficznie, z prostotą ocierającą się o prymitywizm, to trudno wyobrazić sobie lepsze – nomen omen – wpisanie się w konwencję. Ten trzyminutowy, zajadły lament, adresowany do bajerowanej panny (która panną jednak nie jest), to rzecz, której zwyczajnie nie da się nie wielbić. Bez względu na osobisty stosunek do muzyki gitarowej, polskich tekstów, kwestii traktowania kobiet i cokolwiek innego.

17. Bisz-Kosa – Muzyka śnieżnych pól (z epki “Zimy EP”, 2007)
POSŁUCHAJ

Koło piątej stoję sam przed dworcem,
Jedna myśl ciągle – dotrzeć tam przed słońcem

Podobna rzecz jak z Gresem, właściwie można przekleić tamten opis, zmieniając pewne szczegóły. Tutaj bowiem poezja – niech stracę! – przebłyskuje, jak to poranne grudniowe słońce, w wersach, a te tyczą się nie nocy, a zimy (cóż za niespodzianka!). No i obaj panowie są w świetnej formie. Dałbym głowie, że w podkładzie oddane zostały wszystkie te świetliste refleksy na śniegu, i jego skrzypienie pod stopami, i mroźne powietrze przed świtem…

16. Crazy Boys – Gwieździsty bilet (z płyty “Hej wędrowcze”, 1993)
POSŁUCHAJ

Mówiłaś mi, że kochasz mnie
Że tylko ja i więcej nikt

Tak, to disco polo. Nie, nie próbuję być ironiczny, oryginalny ani zabawny. Nie, nie słucham takiej muzyki. Nie, nie uważam, by poruszanie się w określonej konwencji decydowało o czymkolwiek. Tak, to jest dobre. Świetne. Ocierające się o geniusz.

Czasem w centrum mijałem człowieka, który do cykającego w tle podkładu, który puszczał sobie z przytarganego ze sobą sprzętu, wykonywał stosowne do okoliczności piosenki chodnikowe. Teoretycznie stosowne, bo dobór repertuaru, mimo że to były rzeczy mi nieznane i nie próbowałem ich później lokalizować, był taki jakby a) chciał wyśpiewać przechodniom swoją depresję, b) miał szczerą intencję (podobną wykazywały również osoby wybierające tło muzyczne w sklepach) wykazania, że nie jestem bezkonfliktowy i nadzwyczaj spokojny, i zareaguję na próby wyrwania serca banalnymi wersami. Skubaniec z pewnością nie wybierał ich przypadkowo. W każdym razie, przechodziłem raczej szybko, i równie szybko mi przechodziło, a prawdziwy cios nastąpił dopiero tutaj. Ktoś gdzieś zarzucił – nie próbując być ironiczny, oryginalny ani zabawny – przynętę w postaci któregoś z utworów Crazy Bosy i chwyciło. Nie wiem, co decyduje o fenomenie “Gwieździstego biletu”. Tekst jak tekst, są mankamenty, choć ta konkretna szczerość wyrasta ponad wiele innych podobnych szczerości (czyli ponad bruk), całość może przesiąka typowym dla początków gatunku sentymentalizmem, ale… Melodie. Wokal. Końcowe trzydzieści pięć sekund, które są tak ciężkie (mimo stopniowego wyciszania), że wcale nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że przez ten czas przestaję oddychać… Podejrzewam, że może być niezwykle trudno zrozumieć, skąd mój zachwyt, a mimo wszystko nie chodzi o utożsamianie się z tęsknotą za Miłą i sposobem jej wyrażania, ale… Nie no, to JEST piękne. Po prostu.

———-

Pozostałe części:
25-21
15-11
10-6
5-1

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s