Top 25: polskojęzyczne utwory ostatniego ćwierćwiecza (25-21)

Wstęp sklecę później.

25. Zacier – Powstanie (z płyty “Suplement”, 2011)
POSŁUCHAJ

I znęcał się nad nimi żołnierz niemiecki, a ją zgwałcił i dusił paskiem z napisem “Gott mit uns”.

Mądrego zawsze miło posłuchać, a Zacier zawsze miał coś do powiedzenia i nawet gdy balansował na granicy dobrego smaku, to krył się za tym pewien zamysł. Trochę dziwi i smuci płytki odbiór jego twórczości (pomijam to, że nie jest dostatecznie popularna), zamykanie jej w szufladce z napisem “comedy rock”. Z “Powstaniem” to się nie uda, choćby ktoś nie wiem jak się siłował. Chyba że ktoś wysunie argument – a to autentyk – że jakby Mirosław Jędras brał udział w opisywanym wydarzeniu, toby sobie nie kpił. Nie wiem, gdzie w tym brak szacunku do ofiar czy niepoważny stosunek do tego, co wydarzyło się przed siedemdziesięcioma trzema laty w Warszawie. Jest gorycz, są argumenty, jest pełen empatii i zrozumienia głos [dla] ofiar, prawdziwy humanizm, a jeśli przyjąć jako kontekst cały “Suplement”, to i oczywisty wydźwięk pacyfistyczny.

To wyróżnienie jest niejako symboliczne, bo Zacier nagrał w swojej karierze mnóstwo godnych uwagi piosenek. I nigdy nie była to sztuka dla sztuki.

24. Armia – Skończyłem rozpoczynaj (z płyty “Triodante”, 1994)
POSŁUCHAJ

wiatr wieje ciągle tam gdzie chce
przewraca domki z kart
podsyca ogień gwiazd
przez Twoje Imię które zwyciężyło świat

Jestem z mniejszościowego obozu fanów “Triodante”, zresztą chyba lubię być w mniejszości, podczas gdy raczej za największe dzieło Armii uznaje się “Legendę”. “Skończyłem rozpoczynaj” to bodaj najlepszy moment zespołu w karierze. Neoficka wymowa, którą teksty Tomasza Budzyńskiego przesiąkną całkowicie dopiero za chwilę, nie drażni, a wręcz potrafi przekonać. Jest w tym moc. A jeśli spojrzeć na płytę jako całość, którą ten utwór doskonale puentuje, to chyba udało się oddać – na tyle, na ile to w ogóle możliwe – ducha twórczości Samuela Becketta, którego uwielbiam.

23. Magierski/Tymon – Detox (mam cię na języku) (z płyty “Oddycham smogiem”, 2008)
POSŁUCHAJ

daj mi odlecieć i lecieć, i lecieć, i…

Najlepsze pióro w polskim rapie. Facet, który nigdy nie wykorzystał w pełni swojego potencjału. Trochę jak Pezet, choć “Detox” ma siłę rażenia stukrotnie większą niż “Spadam” warszawianina. Gadałem o tym “problemie” tylko z jedną osobą, zresztą wielką fanką tamtego wcielenia Kaplińsiego, i nie potrafiła zrozumieć, skąd to przeświadczenie, że Smektała jest wielki nie tylko posturą, ale niewątpliwie musiała uznawać, że skoro tak uważam, to dostrzegam w nim coś, co rzeczywiście w sobie ma. Ale w tradycyjnej konwencji, wyłączywszy raperów-poetów, zwyczajnie nie słyszałem nikogo, kto pisałby równie dobrze. Szkoda, że pewnie dał już sobie spokój z nagrywkami, a i pewnie nie nastąpi gremialne przebudzenie, wskutek którego Tymon stanie się idolem mas.

22. Wędrujący Wiatr – Tam, gdzie Miesiąc opłakuje Świt (z płyty “Tam, gdzie Miesiąc opłakuje Świt”, 2013)
POSŁUCHAJ

Taniec sosnowych cieni, wśród bezkresnej twierdzy snów…
O murach z nocnych mgieł, o wieżach z śniących drzew – jej korzenie sięgają coraz głębiej…

Bez cienia wątpliwości (które ku mojemu zdziwieniu, niektórzy potrafią mieć) najlepszy utwór na płycie. A przy okazji przykład atmosferycznego black metalu na poziomie światowym, by nie rzec kosmicznym (nie, to nie Darkspace), choć osadzony blisko ziemi, przy ściółce i mchu, pod księżycem, w środku lasu, w ciepłą, jasną noc.

Niektóre fragmenty (szczególnie te, w których pojawia się tytuł) są autentycznie poruszające i piękne, ale to żadna nowość w tym gatunku.

Tak napisałem przy innej okazji, teraz mogę tylko powtórzyć, bo nic się nie zmieniło. Obie płyty są w całości wspaniałe, ale przebój trafił się tylko jeden.

21. Czesław Śpiewa – Efekt uboczny trzeźwości (z płyty “Debiut”, 2008)
POSŁUCHAJ

Każdy plan można zmienić
Lecz wolę życie bez planu

Czekam na gromy, nie takie z nieba, i gdybym był kimś, kogo zdanie można uznać za istotne, tobym się pewnie rychło doczekał, bo wykształcił się i utrwalił określony sposób postrzegania Czesława Mozila i jego muzyki. Ja byłem zachwycony. Od początku. Parę tygodni przed “Debiutem”. Z czasem entuzjazm osłabł, ale ta płyta to nadal kapitalna rzecz. Szczególnie jej zakończenie. Niech będzie, że tekst to kolektywny bełkot udający poezję, niech będzie nawet, że Czesław po polsku to nie bardzo, ale jest w tym coś takiego, że nie czuję się zrażony tylko porażony.

———-

Pozostałe części:
20-16
15-11
10-6
5-1

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s