nieznane / zapomniane: Janusz Rewiński – Zadyma (1987)

janusz rewiński

Rokrocznie słychać lament, że Polacy nie czytają książek. Po pierwsze, ich sprawa. Po drugie, nieprawda, o czym za chwilę. Po trzecie, czytanie samo w sobie to zwykła czynność, nieprzynosząca istotnych korzyści, i to jakby płakać, że nie oglądamy latynowskich telenowel albo nie słuchamy tandetnego popu (tylko że to, jak się zdaje, byłaby niestety nieprawda). Nikt nie zwraca uwagi, że książka książce nierówna, a nie widziałem, żeby gdziekolwiek padało dookreślenie dotyczące poziomu rzeczonej literatury. Miało być jeszcze po czwarte, ale tak dumam i dumam, i wychodzi na to, że się wysłowiłem (tj. wyzbyłem [zasobu] słów), co nie ma związku z niedoczytaniem.

W ostatnich dniach odczuwałem palącą potrzebę, potrzebę serca, polegającą na pozbyciu się niewielkiej części posiadanych publikacji książkowych. Ich poziom i waga nie miały znaczenia. Gdyby było inaczej, nie byłoby problemu, bo wystarczyłoby je komuś podarować. Niestety część stronic wypełniał nie tylko tekst drukowany, ale również zapiski osoby, która podarowała mi owe pozycje, a natura poczynionych tam refleksji, nawet jeśli w moim odczuciu wyzutych z uczuć, uniemożliwiała wspomniany manewr. Pomyślałem o koledze, który byłby je z chęcią spalił, gdybym tylko w stosownych okolicznościach o to poprosił, ale jeśli już uciekać się do takich barbarzyńskich metod, to z racji doniosłości aktu musiałbym to zrobić sam. A że nie mam nic do nikogo, kto pisze, a nie chciałem – nawet gdyby to było wyłącznie przekorne – kultywować wątpliwych “tradycji”. Dlatego zdecydowałem się je zostawić. Może to już niemodne, ale pamiętam, że przed kilkoma laty książki “krążyły” po miastach. To byłoby jednak za proste – pójść do parku, przez który w ciągu godziny przetoczy się kilkaset osób, i zostawić książkę na ławce. Lepiej było to zrobić w miejscu, w którym mógłbym przesiedzieć pół dnia i przy odrobinie szczęścia nikt w tym czasie nie przechodziłby obok. I tak się stało. Choć przyznaję, że miałem opory, takie już zupełnie osobiste (post factum moje samopoczucie było tragiczne), i dopiero trafiwszy po raz kolejny na zapisany piórem wiersz, którego pierwsze wersy – bez stosownej sygnalizacji – zostały skradzione z tomiku Tadeusza Śliwaka, zakląłem cicho i szpetnie. Dwa dni później po książkach nie było śladu. Mam nadzieję, że się podobają.

Czemu służy to bezczelnie pretekstowe pisanie? Co wnosi? Zapewne niczemu nie służy i nic nie wnosi, ale sam blog pełni funkcję terapeutyczną, przynajmniej w pewnym zakresie, a produkowanie się na nim – przy zachowaniu uczciwości i szacunku względem Czytelnika – ma sprawiać przyjemność. Chcę powiedzieć, opierając się na dowcipnym przykładzie, że nie jest z nami źle. Mimo że coraz częściej myślę, iż żyjemy w jakiejś kulturze obrazkowej, a teksty to najlepiej by mieściły się w wyznaczonym przez Twitter limicie znaków. I towarzyszyły zabawnemu zdjęciu. No ale do rzeczy.

“Szanowny panie / Wojciechu Mannie” – to pierwsze wersy otwierającego “Zadymę” utworu “Star-a-nie”, który jest chyba wielkim przebojem wśród truckerów, acz funkcjonuje w świadomości ludzkiej pod pozbawionym magii tytułem “Mój stary star”. I teraz tak. Mamy rok 2017. Te słowa zostały napisane trzy dekady wcześniej, a nie dość, że nikt się nie zbliżył do poziomu, jaki wyznaczyły w kategorii “najlepsze wersy rozpoczynające płytę”, to jeszcze wydają się takie… nowoczesne. Wyprzedzające epokę. Wiadomo, te całe hashtagi i w ogóle. Co więcej, nie ma mowy o jakimś niewytłumaczalnym przypadku, niesłychanym farcie albo czymś podobnym, bowiem poziom wcale później nie spada, a stwierdzając swego czasu, że warstwa literacka “Zadymy” to Mount Everest polskiego tekściarstwa, wcale nie przesadzałem. I podtrzymuję swoją opinię.

Zresztą jeśli chodzi o pojedyncze (dwu)wersy, to jest jeszcze lepszy. Mianowicie taki: “mój nowy star po mlecznych ćwiczy drogach / na drodze tej furmanka, chłop i krowa”. Jeśli to nie są rzeczy wielkie, to jako ktoś, kto próbował coś tam w życiu napisać, mogę tylko bezradnie rozłożyć ręce.

Janusz Rewiński, nakreślając subtelnie bohatera (Heniek Star) i pewną sytuację (nieprzyjemne zdarzenie na przejeździe kolejowym), w teorii pomstuje na infrastrukturę drogową, a w istocie dokonuje satyry społecznej, szkicuje obraz Polski lat 80., pełnej osobliwości i absurdów. Wciela się w kolejne postaci, snując swą narrację z perspektywy kolejnych świadków owego zdarzenia, składających zeznania przed sądem. Oczywiście najpierw głos ma sam poszkodowany i oskarżony. Mógłbym poopowiadać o grach słów, zachwycać się kolejnymi fragmentami tekstów, egzemplifikować przenikliwy i niezwykle inteligentny humor, ale zamiast to wszystko robić, zacytuję strofę utworu “Anholik”.

I wtedy, jak już będzie wiadukt
Rozbierze się dróżników budki
A cegłę odda do zakładu
Tam, gdzie mnie wyleczyli z wódki
Koledzy z tego cegieł stosu
Zbudują nam w ramach odwyku
Klub-pomnik ofiar Polmosu
Klub anonimowych alkoholików

Nie będę rozstrzygał, czy lepiej posłuchać kilka razy “Zadymy”, czy przeczytać romansidło albo kryminał. Zresztą wiadomo, co myślę. Bo tu nie chodzi o to, by pożerać kolejne lektury, tylko by robić to z głową. Płyty też są lekturami. A już szczególnie taka jak ta, którą nagrał Janusz Rewiński, bowiem nawet jeśli muzyka sprowadza się tu do swoistej ilustracji, do tła, niemal jak w słuchowisku, to nadal świetne piosenki, niesłusznie niezauważone. Właściwie nie mam pojęcia, czemu tak się stało, że nie mówi się o “Zadymie” jako o jednej z najwybitniejszych polskich płyt lat 80. I pewnie nigdy się nie dowiem. Ale skoro ktoś znalazł pozostawione przeze mnie pośrodku niczego książki, to może dzięki tym kilku akapitom na świecie przybędzie choć jedna osoba zachwycona dziełem Janusza Rewińskiego.

Na zachętę zostawiam piosenkę o Heńku Starze, co stara ma.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s