Z ręką na pulsie (#11): Dr Misio, Kobieta z Wydm, Piernikowski

Dr Misio – Zmartwychwstaniemy
dr misio

Krzysztof Varga i Marcin Świetlicki dostarczają teksty, Arkadiusz Jakubik śpiewa. Na papierze wygląda to dobrze, a przynajmniej względnie dobrze. Na papierze, bo jak się okazuje, Vardze niekoniecznie służy ta forma (wychodzi taka piosenkowa proza), a rzetelne wywiązanie się z zadania i służenie warsztatem miast talentem to trochę za mało. Poza tym same teksty są takie na aktualne i na czasie, że aż wydaje mi się, iż przybyłem z innej epoki i zupełnie nie rozumiem, o czym (ani dlaczego) chce się tu powiedzieć. Dziwne uczucie. Z “Ochroniarzem” Świetlickiego lepiej poradził sobie inny aktor, mianowicie Bogusław Linda, choć akurat do frontmana zespołu trudno mieć większe zastrzeżenia, bo z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest wybitnym wokalistą. I nawet jeśli do kogoś przemówią zaproponowane treści i to, jak zostały sformułowane, to zostanie problem z samymi piosenkami, a więc z tym, co najważniejsze. “Pismo” jeszcze się obroni, choć chyba przeboju z tego nie ma (ale teledysk wyreżyserował Wojciech Smarzowski), tylko że słowa, jakie padają w refrenie, można odnieść do całej płyty, nie pomijając ich gorzkoironicznego wydźwięku.

Kobieta z Wydm – Bental
kobieta z wydm.jpg

Dostrzegam podobieństwo, przynajmniej w osobistej recepcji, do ubiegłorocznej płyty [Błażeja] Króla. Tym razem wsparła go jego żona Iwona. A rzeczone podobieństwo polega na tym, iż przez dłuższy czas odnoszę wrażenie, iż to nie dla mnie, że nie umiem wsiąknąć w muzykę, która przez samą swą nienachalnie pochłaniają naturę zdaje się tego wymagać, ale jest taka… nieprzenikniona i nie umiem zrozumieć, choć rozum jest tu w zasadzie najmniej potrzebny czy zdatny. Aż w końcu przychodzi taki moment (“Nuda”), że wszystko okazuje się logiczne i proste. I zamiast utyskiwać, można coś poczuć – ot, przyjemność chociażby – i przeżyć. Dlatego choć nie twierdzę, że trzeba, to na pewno warto przynajmniej dać szansę.

Piernikowski – No Fun
piernikowski

W 2015 roku, zresztą przy współudziale autora “No Fun”, nagrano taką jedną płytę, “Orient” się nazywała. A w 2014 roku inną, która nosiła tytuł “Społeczeństwo jest niemiłe”. “No Fun” jest gdzieś pomiędzy. Paradoksalnie, gdybym nie słyszał wyżej wymienionych pozycji, z których jedna jest… no… zakalcem, a druga (ale niekoniecznie druga z wymienionych) to taka ciekawostka, tobym może bardziej docenił to dzieło. Albo inaczej: nie czułbym… rozdrażnienia. I nawet nie chodzi o to, że coś tu jest ewidentnie złe czy nieudane (choć warstwa literacka i nawijka szczególnie dobre nie są), tylko o… Sam nie wiem, jak to ująć. Taki źle pojęty artyzm chyba. O coś, co trudno zakwalifikować jednoznacznie jako pozę czy wygłup, a wydaje się wygłupem i pozą. Nie wiem, czy to nie jest muzyka dla hermetycznego środowiska, jakichś bywalców galerii (nie handlowych, chociaż…), którzy odnajdują tu ukryte znaczenia, kody, symbole i całą resztę, może tam powinna rozbrzmiewać jako element instalacji czy innych performensów… Choć muszę przyznać, że podkłady, szczególnie pod koniec, są ka-pi-tal-ne (“Bunin”, “Outro”), ale całości wypowiedzi, jej z(a)mysłu i zasadności, nie rozumiem. Nie podoba mi się, a z drugiej strony, mam ochotę wracać. Pewnie gdyby autor nawijał normalnie normalne teksty, to już by nie było takie hipsterskie i świeże, choć by zamknąć klamrą te narzekania wspomnę, że w 2003 roku ukazała się płyta zatytułowana “Pyk”, na niej znalazł się chociażby taki utwór jak “Logo” i…

One thought on “Z ręką na pulsie (#11): Dr Misio, Kobieta z Wydm, Piernikowski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s