Faczyński x Kidd x Palmer Eldritch – Hikikomori (2017)

faczyński kidd

Coraz mniej rzeczy mnie dziwi i zaskakuje, a jeszcze mniej cieszy. Trudno powiedzieć, czyja to wina lub zasługa. Bez znaczenia. Być może to, że nie spodziewałem się nieformalnej kontynuacji kultowej – jakkolwiek patrzeć – “Pansofii”, wynika z nienadążania i gubienia się w natłoku informacji. Dlatego fakt, że słucham “Hikikomori”, dopiero do mnie dociera.

Akapit wprowadzający powinien zawierać encyklopedyczną notkę (ta, dobrze by było, gdyby encyklopedyczną), która pokazuje, że piszący wie, i to wie lepiej, i dobrodusznie śpieszy podzielić się swą wiedzą, ale mógłbym obrazić nie tylko czytelników, tłumacząc, kto to taki Kidd czy Faczyński, albo co to za jedni ci Palmer Eldritch. A na pewno robiłbym głupka z siebie, gdybym korzystając z magicznych formuł ctrl+c i ctrl+v, objawił głęboko skrywaną wiedzę nt. znaczenia tytułu płyty, mimo że sama nazwa zjawiska to jedno z kilku japońskich słów, które cokolwiek mi mówią. A nazwanie mnie erudytą byłoby kąśliwością.

Moja pierwsza, chyba dość gorzka refleksja zawierała się w poczuciu bliskości samego sposobu wyrazu, swego rodzaju “natchnionego” prymitywizmu, wulgarności od serca. Takiej trochę postawy chłopaczka, który fika do każdego w zasięgu wzroku, ale nikt nie da mu w pysk, bo to byłoby niegodne. Przywołałbym słowa Jonasza Kofty, te o młodych gniewnych, ale motto tego kiepsko nazwanego blogu powstrzymuje mnie przed używaniem słów wulgarnych – nawet w przytoczeniach. Faczyński i Kidd podobnych problemów nie mają (za to mają masę innych) i choć to nadal wrażliwcy, może tylko już wyzuci z idealistycznych postaw, to wrażliwi na słowo i kulturę wysłowienia mogą poczuć się dotknięci. I jak na “Pansofii” mieliśmy do czynienia raczej z samobiczowaniem, tak na “Hikikomori” dostaje się wszystkim. Nie wiem, czy bez wyjątku i powodu. Ale by wyprowadzać takie ciosy, nie wystarczy para w łapach.

Imponujący jest swoisty follow-up do “Wychowania” T-Love (“Kocha i szanuje”), który niejednemu rozmiłowanemu w osobliwym uczuciu do ojczyzny troglodycie podniósłby ciśnienie, co zapewne i tak nie wpłynęłoby wydatnie na procesy myślowe rzeczonego osobnika. Mnie cała wizja – powiedzmy – polskości (nakreślona jeszcze chociażby w  “Ryjach”) odpowiada. Gościnne zwrotki są w większości dobre i potrzebne, a taki Cruz przypomniał, że i na jego kolejny materiał czekam już zdecydowanie zbyt długo. Faczyński pozostaje nieco nonszalancki, jakby przyszedł do studia z “analogową” poezją, która dopiero będzie musiała się zaadaptować w fonicznym środowisku, Kidd nie zatracił wyrazistości i dykcji rozumianej jako indywidualny, niemożliwy do nierozpoznania tok wypowiedzi. Puls. A “Evil K. Ddik”, właściwie ostatnie dwie minuty tego utwory, utwierdzają mnie w przekonaniu, że to zwyczajnie jeden z moich ulubionych współczesnych poetów. Myślę, że potrafię powiązać z wierszami dostatecznie dużo nazwisk, by móc wskazać najbardziej znaczące. Oczywiście w moim odczuciu, które nie jest odczuciem znawcy.

Tak naprawdę nie wiem, czy nie powinienem napisać o tej płycie później, dużo później, niejako po czasie, na przykład za pół roku, jakbym ją odkrył z istotnym opóźnieniem, bo choć nie mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią czy z przerostem ego (wersy w rodzaju zawsze jara mnie fakt, że ktoś słuchając tej płyty, wybija zęby faszyście albo podcina sobie żyły traktować należy raczej jako pewną deklarację światopoglądową i dobre, czyli skuteczne, nastrojenie do specyficznego poczucia humoru), ale treści jest tu sporo. I nie chodzi o pusty słowotok. Treści z serca, z wątroby, z żołądka, z… Nie, lepiej nie wyliczać dalej, bo zrobi się niesmacznie.

To niezbyt wesoły i bez wątpienia dojrzały materiał (vide “T.Ł.A.”). Nie napisałem nawet, że z klasą wyprodukowany, bo przecież wiadomo, kto za to odpowiada. Napiszę za to, że jedną z tych niewielu rzeczy, które jeszcze mnie cieszą, jest to, że tacy ludzie mają wciąż coś do powiedzenia. Choć prawdę mówiąc, nie wiem, czy nie powinienem im życzyć – tak bez złośliwości – by jednak nie mieli. Mimo że chciałbym usłyszeć także kolejne “Działa zabrane”.

Płytę można znaleźć tutaj.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s