Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek (1926)


milne

Rozdział XI

w którym Kłapouszek budzi się smutny, że tak naprawdę się nie obudził

Kłapouszek otworzył zmęczone oczy. W jego Marzeniu była Mara i choć nie widział jej twarzy, i nawet nie wiedział, czy ją ma, zmąciła jego Mądry Smutek Rozedrganym Niepokojem, Byłby się może jeszcze nie obudził, ale jego Poruszenie wzruszyło Stałość krzaku ostu i pokłuł się dość boleśnie, by odemknęły mu się powieki.
– Ech, szkoda, że to był tylko sen – powiedział cicho, choć nikt nie słuchał i nie słyszał. – Ale pamiętam go z poprzedniej nocy, tak jak wczoraj – podkreślił.
Poranek jaśniał i robiło się przyjemnie ciepło. Kłapouszek wyszedł z kłapouszego posłania, i domu, zdecydowanie, całą swoją kłapouszkowatością: od klapniętych uszek po zwieszony do samej ziemi, zakończony różową kokardką ogonek. Przechadzał się, nikomu nie wadząc, powolnym, dziesięciocalowym krokiem po Stumilowym Lesie, aż tu nagle coś dużego, czarno-pomarańczowego i prędkiego wpadło na niego z impetem właściwym czemuś tak dużemu, prędkiemu i czarno-pomarańczowemu.
– Szkoda, że to nie jest sen – rzucił do nikogo.
– No jasne, że nie. Tygrysy są, ten tego, Prawdziwe, i są. Jak ja, bo ja jestem jedynym znanym mi Tygrysem.
– I to jest w tobie najlepsze. Mój Koszmar też jest Jeden, wciąż ten sam. I to jest w nim najgorsze – powiedział Kłapouszek i zmarkotniał jeszcze bardziej niż to miał w Zwyczaju i Naturze.
– Na wszystko jest Jedno rozwiązanie – odparł Tygrysek, podskakując na sprężystym, pasiastym ogonie. – Trzeba brykać i brykać, i brykając, bryknąć to Złe.
– Dziękuję, Tygrysku. To Bardzo Dobra Rada – powiedział Kłapouszek, odchodząc i choć wcale nie myślał inaczej, to nie ani myślał wcielać ją w życie. Zresztą nawet gdyby pomyślał, by to zrobić, na tym by się skończyło.
I szedł dalej, i szedł, i szedł, aż zaszedł, co było Przypadkiem albo Zrządzeniem Losu, do Chatki Puchatka, i serdecznie przywitany zasiadł do stołu wraz z Misiem. Długo słuchali tylko burczenia w brzuszku Gospodarza.
– Co się stało, Kłapouszku? Jesteś dziś sobą bardziej niż zwykle – zatroskał się Kubuś.
– Coś wraca, by odejść i odchodzi, by wracać. Jest ulotne, a nie ulatuje – odpowiedział i stał się sobą bardziej niż mógł się stać.
– Myślę, że świetnie cię rozumiem. To jak z miodkiem – powiedział Puchatek, spojrzawszy smutno na leżący pomiędzy nimi, przewrócony na bok pusty garnek. – Jeszcze wczoraj tu był, tak myślę, a dziś już go nie ma. Zdecydowanie wolę, żeby był cały czas.
– Nie wiem – wymamrotał całym swoim Ja Kłapouszek i wydreptał na podwórko.
I jak wydreptał, i dreptał, i wydreptywał ślady w miękkiej ściółce, to znad koron dębów, buków i brzóz wypatrzyła go Sowa, i sfrunęła, bo nie miała w zwyczaju nie zauważać, gdy widziała.
– Dzień dobry, Kłapouszku – rzekła, znalazłszy się przed Osiołkiem.
– Dzień dobry, Sowo – odparł zasmucony samą koniecznością rozmowy, a szczególnie Wypowiadania.
– Dokąd się udajesz?
– To taki dzień, w którym nie sposób udać się dokądkolwiek i nic w nim się nie może udać.
Zapadło milczenie, które wprawdzie było naturalne dla Kłapouszka, ale traciło tę właściwość, gdy obok stała Sowa, bo dla niej było ono Niewłaściwe. Dlatego skoro już tu stała, to mniej niekomfortowo było nie milczeć.
– To przez sen – kontynuował, chcąc nie chcąc. – Taki sen, który jest przez cały czas. Nawet wtedy, gdy się nie śni. Budzę się, ale wciąż nic nie jest Prawdziwe, a jego przecież nie ma, więc też nie może taki być.
– Sny to bardzo ciekawe zagadnienie, drogi druhu – ożywiła się Sowa. – Mój daleki wuj, z daleka, spisywał kiedyś swoje marzenia senne, czyniąc je przedmiotem pogłębionych analiz psychologiczno-filozoficznych i opatrując badawczym komentarzem. Tak się szczęśliwie złożyło, że od pewnego czasu jestem w posiadaniu owej księgi. Konkretnie od momentu, gdy wyjawiłem krewnemu w korespondencji – nie wiedząc zupełnie o tym, że prowadzi on rzeczone zapiski – iż nadzwyczajnie zajmuje mnie problematyka snu i zgłębiam ją z zaangażowaniem, korzystając z wszelkich dostępnych źródeł – w tym z własnego Przeczucia i Doświadczenia. Pozwolisz łaskawie ze mną, do mnie, przytoczę ci i omówię najbardziej frapujące fragmenty. A po drodze opowiem o moim wuju, bo jest to bez wątpienia postać, która zasługuje na taką opowieść.
Ale Kłapouszek nie pozwolił z Sową, czego ta nie spostrzegła i gestykulując, snuła ożywionym głosem rzeczoną biografię. Oddalała się przy tym powoli od swojego słuchacza, który ruszył z miejsca dopiero wtedy, gdy nie słyszał już jej ani nie widział. Wtedy udał się w przeciwnym kierunku. A gdy szedł, choć coraz mniej chciało mu się iść, ale zupełnie nie wiedział, co innego mógłby zrobić, nucił – a właściwie chrypał – pod zwieszonym na kwintę nosem, na przygnębiającą melodię, tak:

Smutno, kiedy tak się Śni
I się budzi w szary świt,
Nucąc cicho tęskną pieśń…
Wiatr jej nie chce nigdzie nieść.

Gdy się nie wie, dokąd Iść
I z kim Zostać, Trwać, i Być.
Jest-się-źle i ma-się-źle,
Ma się Siebie albo nie.

Czego nie ma, nie ma. Cóż.
Albo jest – za siódmym z mórz…
Jest co Jest – i Nic poza tym.
Tam, gdzie stąpnę, więdną kwiaty…

Nie patrzył zupełnie przed siebie, sunąc, bo sunął, już nie szedł. I gdy tak nie patrzył, i gdy tak sunął, w końcu nie mógł się ruszyć, jakby nagle utknął, na pyszczek posypało mu się kilka grudek ziemi, a to, co zobaczył przed sobą, gdy przed siebie spojrzał, wyglądało na czyjś dom. Szybko zorientował się, że przypadkiem zajrzał do nory Królika, nie wiedząc wcale, że do niej zmierza i zajrzy. Wysunął się z niej i usłyszał znajomy głos.
– Witaj, Kłapouszku. Przyszedłeś w dobrym momencie. Właśnie miałem zasiadać do podwieczorku i byłbym szczęśliwy, gdybyś zechciał mi towarzyszyć.
Nie usłyszał żadnej odpowiedzi poza odgłosem kroków Osiołka za swoimi plecami, gdy zmierzał do frontowych drzwi swojej norki. Jak tylko do niej weszli, Królik chciał sięgnąć do spiżarki, by poczęstować swojego Gościa i samemu się posilić, ale spostrzegł, że w odwiedziny do niego przyszedł ktoś Wyjątkowo Smutny. Poczuł, a po chwili także zrozumiał, że najważniejsze, by temu zaradzić, pomóc Kłapouszkowi poczuć Prawdziwą Radość, a nie wspólnie zjeść. Nie potrafił udawać, więc siadając naprzeciw niego, ze Szczerą Troską zapytał.
– Co się stało?
– Coraz trudniej mi o tym mówić, Króliku. Zbyt trudno. Nie umiem. Zresztą po co… Przepraszam.
– Nalegam – nie dawał za wygraną Królik, rzeczywiście nalegając.
– Dobrze – westchnął Kłapouszek. – Wyobraź sobie, że męczy cię wciąż ten sam sen, który może by nie był męczący, gdyby nie był snem albo trwał bez przerwy. Budzisz się z niego, a potem cały dzień próbujesz zapomnieć, skupiasz się tylko na tym. A co zapomnisz, jeśli zapomnisz cokolwiek, wróci ostrzejsze, gdy zamkniesz oczy. I będzie boleć jeszcze mocniej. Nie ma ucieczki – ani od tego, ani do tego. A może ten sen jest ucieczką… Może nie mam nic i nikogo, tylko to, czego nie ma, to rojenie…
I zmarkotniał zupełnie. Królik, widząc to, aż zerwał się z miejsca.
– Ależ co ty mówisz, drogi Kłapouszku! – odparł głośniejszym niż normalnie głosem. – Gdy nie masz się dobrze, masz mnie. I Kubusia, i Tygryska, i Prosiaczka… Wszystkich, każdego z nas. A my mamy ciebie. Plan, jak nie martwić się i nie smucić tym, czego nie ma, jest prosty: nie smucić się i nie martwić. Jeśli zapytasz “jak?”, ja zapytam “czym?”. Mówisz, że to sen, koszmar… Skoro nie da się z niego obudzić, co w pewnym sensie możliwe, to wystarczy uznać, że snem jest wszystko inne. I marzyć o tym, co spełnia się każdego dnia. W każdej Spełnionej Obecności.
Kłapouszek zrozumiał, że Królik ma rację. Rozmowa trwała jeszcze długo, pożegnali się dopiero o zmroku. A gdy nastał kolejny poranek i Kłapouszek się obudził, był znów tym samym Kłapouszkiem co dawniej.

———-

Tekst archiwalny.

Advertisements

One thought on “Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek (1926)

  1. “Coś wraca, by odejść i odchodzi, by wracać. Jest ulotne, a nie ulatuje – odpowiedział i stał się sobą bardziej niż mógł się stać.”- ten fragment jest świetny. Trochę paradoksalny, ale też uniwersalny. Ciekawy tekst, włącza mi w głowie filozoficzny pstryczek 🙂 Pozdrawiam!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s