Wojciech Kuczok – Senność (2008)

kuczok

Gdybym wiedział, jak napisać wstęp, wspomniałbym, że w życiu mam problem z dawaniem drugich szans, choć nie mówię “w życiu”, i że to być może dlatego, że mało kto chce ją dostać, a w dodatku zważywszy na pamiętliwość i potencjał intelektualny, jakim dysponuję, wprawdzie niewielki, który potrafię spożytkować w taki sposób, że więcej z tego obustronnej szkody niż pożytku, to raczej ja ich potrzebuję, który zakończyłbym konkluzją, że widocznie nie ma to przełożenia na kontakt z literaturą, bowiem rozczarowanie niedawno przeczytanym “Widmokręgiem” nie zniechęciło, a wręcz nakazało podjąć kolejną próbę zmierzenia się z prozą Wojciecha Kuczoka; i sprawdzoną metodą chybił-trafił wybrałem “Senność”.

Gdybym chciał być złośliwy, mógłbym zasadniczą część recenzji, która pewnie nawet nie będzie recenzją, poświęcić trudnościom, jakie sprawiała mi lektura, ale nie mogę sugerować, że problem leży po stronie autora, a nie skromnego czytelnika, tym samym wskazując, iż był to mozół, a częstokroć przeczytanie choć części danego rozdziału zdawało się misją niemożliwą i straceńczą, bo byłoby jednak jawną niesprawiedliwością i należy przyjąć, że ktoś inny jest lepiej dysponowany, posiada lepsze predyspozycje czytelnicze i w ogóle wykazuje się większą sprawnością.

Gdybym chciał się przedstawić jako niespełniony literat lub nie daj boże poeta, opowiedziałbym o tym, jak zanotowałem sobie w zbiorku, który nie został ostatecznie w nakładzie jednego rękopiśmiennego egzemplarza wydany (acz jak widzę, doczekał się tytułu, “Wiersze polowe”, ale to w sumie inside joke), pod numerem 9., że “w poezji szukałem dykcji / bo już nawet nie słów / które mógłbym odnieść do Ciebie” (i dalej o tym, ze nigdy nie szukałem własnych uczuć w wyrazie uczuć innych osób, a przyjęło się przecież “dedykować” bliskim cudze dzieła), po czym dodał, że tak samo było z Kuczokiem, znowu, więc to musi być fabularyzowana poezja, a tylko pozornie zbiorek ładnie skomponowanych i wkomponowujących się w siebie nawzajem jakichś historii o jakichś ludziach z jakąś historią, i że niestety dykcja tego pisarza czy poety wciąż wydaje mi się zła, niewyraźna, niepochłaniająca, pozbawiona pulsu, że on jej nie czuje i ona go momentami wyraźnie pęta, a pod koniec pomyślałem, że to tak, jakbym słuchał występu jakiegoś solisty, który gra sprawnie, ale co jakiś czas, nie wiedzieć czemu, być może w złości, że tak naprawdę najlepiej czuje inny instrument, jawnie fałszuje pojedyncze dźwięki.

Gdybym bazgrał po książkach, ewentualnie cokolwiek z nich wynotowywał, to zachowałbym sobie nieco banalną, acz dotykającą istoty konkluzję, iż “miłość poznaje się po tym, że czyjegoś głosu pragniesz bardziej niż ciszy”, która stanowi w zasadzie sedno rozpoznania tej choroby, bo wszystkie inne objawy mogą być mylące, a wskutek tego prowadzić do błędnej diagnozy, ten jednak nie.

Gdybym miał rozprawiać o własnej wrażliwości, o którą czasem ktoś – najpewniej najzupełniej niesłusznie – zechce mnie posądzić, to powtórzyłbym to, co pisałem ostatnio, tylko trochę bardziej wprost, a mianowicie że pan Kuczok jest kolejnym autorem, który być może znajduje upodobanie w pisaniu o genitaliach i ich swoistej symbiozie, wyrażonej chociażby mlaskaniem (ech), i może mu to służy, ale nie nie nie i jeszcze raz po co w ogóle no.

Gdybym chciał poruszyć kwestie ogólniejsze, próbować rozważyć, czym właściwie jest proza i czemu właśnie poezją, zapytałbym, dlaczego to jeden z bohaterów ma na imię Adam, inny Robert, a jeszcze inny nie ma imienia, i co takie rzeczy wnoszą, jaki jest ich logiczny sens, czym uzasadnić nieprzypadkowość tej konkretyzacji, czemu służą wątki fabularne, po co komu zwroty akcji i w ogóle całe to opowiadanie o zewnętrzu, a przede wszystkim chciałbym wiedzieć, czy autor ma problemy z małym palcem lewej dłoni lub przejawia trudną do zrozumienia niechęć do klawisza shift.

Gdybym miał co podsumowywać, bo dajmy na to, wcześniej poczyniłbym jakieś rozważania, to stwierdziłbym, że ostatecznie warto było sięgnąć po tę książkę, a nie jestem osobą, która twierdzi, że tak po prostu warto po książki sięgać, tak jak nie utrzymuję, że warto słuchać muzyki, bo jak słyszę matkę, która rzuca do dziecka “o, Akcent, lubimy Akcent” albo patrzę na półki w księgarniach, z których wręcz wstyd cokolwiek zdjąć, to uznaję, że wprawdzie wszystko jest dla ludzi, ale ludzie nie są [stworzeni] do wszystkiego; a “Senność” to takie pięć na dziesięć i chyba nie będzie tak, że do trzech razy sztuka.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s