Nagrobki – Granit (2017)

nagrobki

Podejrzewam, że nie jestem odosobniony w opinii, że debiut Nagrobków właściwie nie był potrzebny (a na pewno był nieśmieszny), a druga płyta to rzecz ze wszech miar interesująca, zwieńczona – tak myślę teraz – najlepszym polskim utworem 2015 roku, dedykowanym pewnemu uznanemu współczesnemu poecie, “Dla Grzesia”. O obu pisałem, ale blog został pogrzebany (może [prze]trwa w czyjejś pamięci?), o czym dobrze wspomnieć akurat przy tej konkretnej okazji. “Granit” to zatem swoisty test dla zespołu.

Pierwsze wrażenie jest takie, że to płyta mniej… hałaśliwa od poprzedniej. Nie napiszę, że bardziej stonowana, bo mamy do czynienia co najwyżej z tonowaniem nastroju. Szufladka “nekropolo” pasuje, jeśli pod “polo” wpisze się rodzimy, niekoniecznie folkowo-rubaszny pierwiastek. Kawałki “w starym dobrym stylu nekro” nagrywała jeszcze (nie)sławna Arka Satana, ale Nagrobki to jednak co innego.

Tematyka tekstów pozostaje zachowana, choć nie dopatrywałbym się w tym zachowawczości, a raczej próby – najzupełniej udanej zresztą – osadzenia twórczości w pewnej konwencji. Bez pozbawiania owych tekstów niedosłowności i pewnej dozy humoru. Bo to są piosenki o śmierci i nie są. Tylko że jak poprzednio, nieco oczywiście upraszczając, można było ową śmierć personalizować, tak teraz staje się raczej pewną aurą. Co idzie w parze, jak nieśmiało sugerowałem, z ujarzmieniem warstwy instrumentalnej. Ponownie pojawiają się goście w osobach Olo Walickiego, Mikołaja Trzaski, Tomasza Ziętka i Michała Skroka (pierwsi trzej panowie zagrali także na “Stanie prac”). I o ile wówczas odcisnęli piętno raczej na fragmentach poszczególnych kompozycji, o tyle teraz ich obecność – a może właśnie aura ich obecności – wydaje się wpływać na klimat całości. Trochę boję się napisać, że to płyta yassowa, choć dobrze by to korespondowało z zaproponowaną szufladką “nekropolo”, ale można chyba powiedzieć, że to yass grany przez zespół rockowy.

I właściwie kwestią gustu pozostaje, czy opowiemy się za “Stanem prac”, czy za “Granitem”, bo Nagrobki może nie stawiają sobie nowym materiałem pomnika, ale nie stawiają także… no… nagrobka. Trochę brakuje mi utworów, które mógłbym głęboko… odczuć (a trafiły się takie poprzednio), ale narzekać specjalnie nie mam na co. Gdybym umiał tańczyć, a jest to nieumiejętność głęboko zakorzeniona, tobym mógł do tych dźwięków podrygiwać do tych dźwięków. Z pewną obawą, ze to będą ostatnie podrygi. Zresztą taniec i śmierć w powiązaniu ze sobą wywołują jednoznaczne konotacje. Dlatego lepiej to skończyć. Teraz.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s