Peja / Slums Attack – Remisja (2017)

peja slums attack
Ponoć wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Dlatego postanowiłem, że spróbuję się z nową płytę Rycha, tak przy sobocie (i to Wielkiej, zresztą z płytą tez niedawno się mierzyłem, co oznacza, że pewnie przeszacowuje swe siły), choć nie słyszałem w całości żadnej poprzedniej, a Peję znam nie tyle z opowiadań, bo to już byłaby przesada, ile z przebojów, za które był sądzony i przez które musiał się sądzić, i w ogóle z tego, że zawsze się trafił ktoś, kto wprawdzie go nie słuchał, ale ze mną to akurat mógł. No to dziś sprawdzimy, co to takiego ta “Remisja”, bo niejednoznaczny tytuł niewątpliwie zachęca.

Nie chcę tu opowiadać trudnych do zrozumienia “na zewnątrz” żartów z przekręcaniem sformułowań, fraz i haseł poznaniaka. Nie chcę wspominać o sąsiedzie imienniku, który niegdyś do znudzenia (acz to raczej on się w końcu znudził) katował okolicę jakimś utworem o konfidentach. Nie chcę, ale chciałbym coś napisać, a trzeba zaznaczyć, że pisanie sprawia częstokroć większą przyjemność niż mierzenie się z przedmiotami (późniejszego?) opisu. Przynajmniej jeśli chodzi o tutejszą tfu!rczość, bo produkować się można o różnych rzeczach. Stanach. Osobach. Może nie o czym się chce, ale przynajmniej o czym się odważy i przemoże.

Dziś padło na Peję. Padło na mnie. Raper-ikona się obroni, nawet jeśli nie jest święty, a ja wprawdzie nikogo nie atakuje, ale dobrze byłoby podołać. Słyszę jakieś zapowiedzi kręcenie beki z negatywnych recenzji, zresztą wiadomo przecież, że nie ma pismaka, który nie poznawszy się na wysmakowanych bitach i wersach, był w stanie powiedzieć o tym, co go nie chwyciło i dlaczego z takiej pozycji, która będzie równa pozycji Artysty. Zresztą on wspomina Hłaskę, czyli czytał, a ja prawie musiałem sobie wygooglać, kto to jest, żeby nie napisać nazwiska z błędem, więc z czym do (kilku, fakt) ludzi…

No i “Mechanicznej pomarańczy” nie dokończyłem, choć dwie osoby niezależnie od siebie z dwóch różnych powodów porównały to, co popełniłem, do powieści Burgessa. Jasne, to bez znaczenia i właściwie kogo to, ale powiedzmy, że jestem fristajlowcem.

Nie lubię pytań o samopoczucie i tym podobnych kurtuazyjnych uprzejmości. U Ryszarda, jak widać i słychać, po staremu. No, może teraz jest… czysty. Oczyszczony. Myślę, że chwilami czuje to, co ja teraz. I nie mam na myśli wyrażania siebie w poszukiwaniu nawet nie podziwu, tylko akceptacji czy uwagi, nie chodzi tez o maskowanie faktycznej motywacji bezkompromisowością, tylko o to mówienie, mówienie, mówienie, mówienie… O ten słowotok i zasadę, że im więcej w człowieku siedzi, tym mniej mo… A nie, w pewnym punkcie po prostu nie jest w stanie wyrazić zupełnie nic.

Chociaż nie – jest co najmniej jeden #hashtag. Tak to mielibyśmy wehikuł czasu.

Był taki utwór Tymona, zwącego się wtedy Świntuchem, “Te rzeczy są fajne” konkretnie, w którym zwrotkę nawinął Peja. Jasne, że nic nie słyszałem, nie znam się na rapie, nawet nie wspominam beefu poznaniaka z Pariasem, ale jeśli potrzebowałbym egzemplifikacji zjedzenia kogoś na tracku, to przywołałbym właśnie klasyk wrocławianina. Wrocławianin był bezlitosny. I możliwe, że mu się wówczas przytyło.

Tu wbił KaeN. Jak dobrze, że słabo się orientuję, bo wprawdzie różnica klas nie jest aż tak wyraźna, ale nagle zaczyna się doceniać gospodarza.

Nie wiem, jak spojrzy na “Remisję” ktoś, kto się wychował na płytach Slums Attack do – powiedzmy – “Na legalu?”. Może wyjdzie na to, że trzyma się lepiej niż dinozaury rocka. I słuchacz, i raper. Według mnie, co nie ma najmniejszego znaczenia, ta płyta nie jest ani dobra, ani zła. Pośmiać się nie ma z czego, nic tu nie załamuje ani tym bardziej nie zachwyca. Generyczna nawijka do generycznych bitów. Kilka nieśmiałych prób powiedzenia czegoś sensownego. Przypomina to sytuację, gdy ktoś tłumaczył mi fakt zakupu pewnej książki jakością papieru, na jakim ją wydrukowano.  I deklaracja, że ją przeczytam, budziła… gniew. No ale ponoć nawet czytać można komuś na złość, jakby to było zwyczajne świństwo. A wracając do meritum, okładka “Remisji” jest interesująca, więc może, może…

Odsłuchane, odhaczone. Proszę nie mieć mi tego za złe.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s