Stachursky – Dosko

Pan Jacek Łaszczok, znany szerokiemu gronu słuchaczy pod pseudonimem (poniekąd) artystycznym Stachursky, to postać niezwykle wręcz zasłużona dla polskiej muzyki rozrywkowej: autor niezliczonej ilości cudnych piosenek o miłości, które rozpalały żar w sercach jego przeogromnej rzeszy sympatyków, częsty gość festiwali o najwyższej randze artystycznej, jasna i niegasnąca od wielu lat cudowna gwiazda na firmamencie muzycznego nieba – tak można by rzec.  Teraz Pan Łaszczok, być może nieco znużony dotychczasową poetyką swoich niezapomnianych przecież tekstów, postanowił wykonać przysłowiowy skok w bok i zaproponować rzecz psychodeliczną, niepokojącą, wielowymiarową, transcendentalną, ale przy tym dotykającą istotnych kwestii i niosącą wartościowe treści w przystępnej dla przeciętnego słuchacza formie muzycznej. Tekst utworu “Dosko”, bo to właśnie o nim mowa, wygląda tak:

“Dosko”

1. Potężna wichura, łamiąc duże drzewa
Trzciną zaledwie tylko kołysze
Uważaj! Uważaj! Uważaj! Uważaj!
Uważaj! Uważaj! Uważaj! Uważaj!
Tak, wiem, zdrady nie będzie
Zmiłowania, łaski nie będzie
Tak, wiem, dziś nasza kolej
Już ustawiony sprzęt jest na stole

Ref: I dosko się czuję
I wszystko kapuję
Na lekkiej fazie
Wciąż trybię i jarzę

Ref: O! O! O! O!
I dosko się czuję
O! O! O! O!
I wszystko kapuję
O! O! O! O!
Na lekkiej fazie
O! O! O! O!
Wciąż trybię i jarzę
O! O! O! O!
Wciąż trybię i jarzę

2. Potężna wichura, łamiąc duże drzewa
Trzciną zaledwie tylko kołysze
Siwy dym i białe sadze
Będzie dzisiaj kamikadze
Tak, wiem, będą jasełka
Wszyscy gotowi i nikt nie pęka
Kamień na kamieniu tutaj nie zostanie
My, królowie mety, zryjemy berety

Ref: O! O! O! O!
I dosko się czuję
O! O! O! O!
I wszystko kapuję
O! O! O! O!
Na lekkiej fazie
O! O! O! O!
Wciąż trybię i jarzę
O! O! O! O!
Wciąż trybię i jarzę

3. Potężna wichura, łamiąc duże drzewa
Trzciną zaledwie tylko kołysze
Jakie życie, morał taki
Dawaj palnik i bez draki
Bo jak przyjdzie co do czego
To już będziesz do niczego
– No to ja poproszę Colę
– On chce jednak Colę
– Dzisiaj poproszę Colę
– On chce dzisiaj Colę
– Jednak poproszę Colę
– O ja cię pindolę!
– Ja poproszę Colę!
– O ja cię…
A ja chcę Nervosol!

Przyjąłem w tym zapisie budową stroficzną utworu, więc dla większej przejrzystości wywodu w kolejnych akapitach będę poświęcał osobno uwagę każdej z owych strof.

Stachursky zaczyna od, mówiąc nieco kolokwialnie, mocnego uderzenia. W pierwszych dwóch wersach utworu odwołuje się do teorii Blaise\’a Pascala, według której człowiek jest trzciną myślącą. Ciekawe jest to, że owa trzcina, która może być jedynie kołysana, została zestawiona z (dużymi) drzewami. I na to, i na to wpływ wywiera wiatr. O niespotykanie wysokim kunszcie poetyckim Pana Łaszczoka świadczy fakt, iż wspomniany wiatr w tym zestawieniu pojawia się w dwóch następujących ujęciach:
a) “wiatr” jako zjawisko atmosferyczne (w odniesieniu do drzewa);
b) “wiatr” jako bliżej nieokreślona siła lub zbiór sił, które w bezpośredni sposób oddziałują na człowieka, mając tym samym realny wpływ na jego życie, losy i poczynania.
I jako że tekst adresowany do ludzi, a nie do drzew, poeta zawarł po tych wersach powtórzoną ośmiokrotnie przestrogę – \”uważaj\”. Zdaje się przez to słowo mówić: \”uważaj, człowiecze, bo z raz obranej ścieżki żywota zawrócić nie sposób, a nigdy nie dane Ci jest wiedzieć, z której strony zawieje wicher piekielny i jak wielka siła jego będzie\”. Ale jeśli odbiorca komunikatu wysłanego przez poetę jest go w stanie poprawnie zdekodować, to pozwoli mu to uniknąć wielu nieprzyjemnych życiowych niespodzianek. A okazuje się to być jeszcze cenniejsze, gdy dowiadujemy się, że \”zmiłowania, łaski [dla popełnionych błędów] nie będzie\”. Z drugiej strony jednak zdrady również nie będzie, co jest w pewnym sensie pocieszające, gdyż oznacza, iż omawiana tu siła jest na swój sposób \”czysta\”. Może to poświadczać o tym, że nie ma ona diabelskich inklinacji. Idąc dalej, da się wysnuć wniosek, że wieszcz opowiedział się za pomocą tych słów po stronie koncepcji, która głosi, że los każdego człowieka jest zapisany przed jego narodzinami i nie możemy w żaden sposób na niego wpłynąć, zdając się tym samym na łaskę i niełaskę opatrzności. Może więc jest to szczere i wymowne, ale nieco zakamuflowane wyznanie niewiary w boga? Dwa ostatnie wersy tej strofy (\”tak, wiem, dziś nasza kolej / już ustawiony sprzęt jest na stole\”) zdają się tę koncepcję potwierdzać. Już nie tylko podmiot liryczny, ale pewna bliżej nieokreślona zbiorowość, skłania się wyraźnie ku czemuś innemu. To coś można by nazwać szeroko rozumianą zabawą.

Refren rozpoczyna się od śmiałej deklaracji poety, który stwierdza, iż czuje się dosko. I przy tym osobliwym słowie należałoby się na chwilę zatrzymać, bowiem próżno go szukać we wszelkich słownikach, a odkrycie jego znaczenia odgrywa istotną rolę w rozumieniu tekstu. Moim zdaniem jest to:
–  skrót od przysłówka “doskonale”;
lub
– połączenie słów “bosko” i “disco”.
Z obu koncepcji wynika, iż jest to wyraz nacechowany pozytywnie. Określa on stan dobry ducha osoby to słowo wypowiadając. Jednakże jeśli przyjąć drugą z możliwości za zgodną z prawdą (“bosko”+”disco”), to znane jest również źródło euforii i zadowolenia podmiotu – muzyka disco.

Przejdźmy do strofy kolejnej. Pierwsze dwa jej wersy są takie same jak w strofie pierwszej. Następnie poeta posługuje się dwoma niezwykle sugestywnymi epitetami: \”siwy dym\” oraz \”białe sadze\”. Funkcją obu z nich jest wykreowanie atmosfery tajemniczości, wywołanie zaciekawienia, a wręcz niepokoju u słuchacza. Kolejne dwa zaś (\”będzie dzisiaj kamikadze / tak, wiem, będą jasełka\”) zaświadczają o pewnej cykliczności wydarzeń: pierwszy mówi o szaleństwie, na które czasem każdy z nas (albo prawie każdy) sobie pozwala, a drugi – o niezwykłej aurze tychże szaleństw. Mają one w sobie coś ze świętych obrządków, niejako przez swą opozycję do dni zwykłych, które świętymi nie są. Każdy z uczestników tego swoistego misterium jest jednakże na nie przygotowany (\”wszyscy gotowi i nikt nie pęka\”), a jego skutki będą widoczne gołym okiem (\”kamień na kamieniu tutaj nie zostanie\”), co również zaświadcza o tym, iż mamy do czynienia z wydarzeniem niezwykłym. Na zakończenie tej zwrotki poeta ujawnia tożsamość tajemniczej zbiorowości, która wcześniej  się już w tekście pojawiała, a której on sam jest częścią. Otóż są oni \”królami mety\” i potrafią \”zryć berety\”. Nie odczytywałbym jednak tych słów w najprostszy, wręcz prostacki sposób. Moim zdaniem \”królowie mety\” to osobliwa odmiana \”królów życia\”. Różnią się oni od tych drugich tym, że potrafią pokierować żywotami innych ludzi poprzez bezpośredni wpływ na ich psychikę, czyli \”rycie beretów\”.

Ostatnia strofa, czyli trzecia, zawiera w sobie element dydaktyczny: \”jakie życie, morał taki / dawaj w palnik i bez draki\”. Wiąże się to bezpośrednio z wcześniejszym nawiązaniem do koncepcji królów życia. Poeta zdaje się być wyznawcą łacińskiej sentencji \”carpe diem\”, głosi pochwałę przetrzebiających siły umysłu uciech, a wręcz nawołuje do hedonizmu. Poleca ludziom obojętność wobec rzeczywistości, odcięcie się od niej, gdyż próba sprostania jej wymaganiom, a także wymaganiom innych ludzi, jest bezcelowa, ponieważ \”jak przyjdzie co do czego / to już będziesz do niczego\”. Dodatkowo poeta zobrazował to ostatnimi wersami utworu, które stanowią dialog między nim a osobą o odmiennym do niego podejściu do życia. Uparcie prosi ona o colę, która symbolizuje coś nieakceptowanego w tym elitarnym środowisku; coś, co świadczy o kurczowym trzymaniu się rzeczywistości, jedność z nią. Dla poety taka postawa jest równie niezrozumiała, co nieakceptowana. Nie znajduje on argumentów w dyskusji, wyraża swoją niemoc (\”on chce jednak colę\”), która z czasem przeradza się w zdenerwowanie (“o ja Cię pindolę”), a w finale w niepohamowaną, bezsilną frustrację (“a ja chcę Nervosol”). Choć, jak widać, pogląd na życie, któremu hołduje poeta, ponosi sromotną klęskę, nie oznacza to, iż jest on gorszy. Wręcz przeciwnie. Jest to po prostu doktryn, którą niewielu ludzi jest w stanie zgłębić i być jej wiernym. Wielbiciel coli zatem jest tu przedstawicielem bezmózgiej szarej masy, która wierzy bądź chce wierzyć w słuszność swojej irracjonalnej postawy wobec otaczającego świata.

Tekst utworu “Dosko” jest, nie bójmy się tego słowa, wybitny. Ma filozoficzno-metafizyczny, nieco transcendentalny i psychodeliczny wymiar, jest dobitnym świadectwem niespotykanego kunsztu poety, Pana Jacka Łoszczoka. Potrafi on w swojej twórczości dotykać spraw najistotniejszych, a jednocześnie mówić o nich w sposób zrozumiały dla młodego odbiorcy,  jednocześnie nie uciekając od wszelkich środków poetyckich. Proszę Państwa, mamy do czynienia z wybitnym utworem i wybitnym twórcą. Nie zdziwię się, jeśli za kilka(naście/dziesiąt) lat Pan Łaszczok będzie wymieniany jednym tchem w towarzystwie naszych narodowych wieszczów. Nie zignorujcie zatem tego utworu, bowiem możecie kiedyś tego ogromnie żałować.

POSŁUCHAJ

———-

Tekst archiwalny.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s