Popek x Sobota x Matheo – Trzech króli (2017)

popek1

Człowiek jest z istoty człowiekiem. Można go wielorako (do)określać, najlepiej sięgając do niepodwórkowej łaciny, ale należy przyjąć, iż jest w swej człowieczej istocie rozumny. Niemniej jednak pozostaje pełen sprzeczności. Wyposażono go w instynkt przetrwania, a podejmuje (się) aktywności, które zagrażają jego zdrowiu i życiu, i czyni to w pełni świadomie. Im mniej ma, tym więcej potrafi (od)dać. Im większych doznał krzywd, tym bardziej jest skory do pomocy innym. Jeśli jest mądry i zdolny, to często brak mu pewności siebie, a gdy nie grzeszy rozumem czy talentem, potrafi być narcyzem.

O co mi chodzi? Pierwotnie “Trzech króli” miało stanowić przyczynek do rozważań natury ogólniejszej. Niekoniecznie na temat kondycji człowieka czy kondycji samych wytworów jego twórczej aktywności, ale odnoszących się do samego homo sapiens. Ot, gadanina. Tylko że wówczas czytelnik zdystansowany i nieufny, czyli po prostu bystry, mógłby słusznie poddać w wątpliwość rzekomy fakt mojego zetknięcia się (zderzenia?) z tą płytą. A że w procesie pisania właśnie takiego odbiorcę nieskromnie zakładam, to wypada mi przejść do rzeczy. Do “Trzech króli”.

Mowa tu o pewnych fundamentaliach (“gdzie serce me, tam zawsze jest mój dom”), nie brakuje wątków motywacyjnych i rad, które pozornie są proste, ale dotykają istoty rzeczy (“żyj swoim życiem, stary), artyści nie uciekają od tego, co ważne i trudne zarazem (“muzyka, miłość, plik / ciężko lekko żyć), budują więź i poczucie wspólnoty ze słuchaczem, bowiem wszyscy jesteśmy ludzi, dzielimy pewne doświadczenia i słowiańską duszę [tutaj próbuję się nie śmiać], nie ma równych i równiejszych (“twój świat to mój świat / (..) to ten rap, to ten jazz i to ten seks”), o bolączkach artysty – i homo sapiens, bowiem mówiliśmy przed chwilą o tym, że nie jesteśmy różni – w jakże inny sposób niż czynił to chociażby Łona (“Rozterki młodego rapera”), który skupiał się na dobrach doczesnych, jakby pomijając cały aspekt duchowy (“błagam, doceń mnie / bo mam wszystko i jest mi źle”), o poszukiwaniu szczęścia tu i teraz, bez oglądania się na przeszłość i obaw o przyszłe dni (“cieszmy się tym, co jest dziś”) o sprawiedliwości wobec bliźniego i tym, że istnieje Jedyny Sprawiedliwy (“dla jednych kolce, innym płatki róż / na końcu i tak nas rozliczy bóg”), o tym, by odważnie, pewnie, bez bojaźni, ale i z rozwagą zmierzać do kolejnych celów, jakie sobie wyznaczymy (“nigdy nie mów nigdy, bo twe plany trafi szlag”), o tym, że należy szanować własność, bowiem człowiek posiada niezbywalną godność, a granicą naszej wolności jest wolność drugiej osoby (“to, co moje jest, moje jest / (…) / to, co twoje jest, twoje jest”), o tym, że nikt z nas nie jest wszechwładny ani wszechmocny, każdy ulega słabościom, każdy traci pewność i wiarę (“tyle samo odpowiedzi, ile pytań masz”), o lojalności, prawdzie, pozostawaniu w zgodzie ze sobą i z dobrymi ludźmi (“nie zmienię się z biegiem czasu / dla fałszywych braci i worka hajsu”), a także o tym, że mimo konfliktów i nieporozumień, które ostatecznie rozdzielają wspólne niegdyś ścieżki nie należy żywić urazy, życzyć sobie źle i trafić serca negatywnymi uczuciami (“a kiedy się spotkamy, przyjacielu, na rozstaju dróg / nie obwiniajmy się nawzajem, pokazując palcem”). Proszę jednak nie uznawać, że wyczerpałem wszystkie poruszone wątki. To jedynie próba zasygnalizowania, krótkiego wyliczenia. Tak jak nie można nikogo scharakteryzować nikogo zbiorem przymiotników, tak nie da się powiedzieć, o czym chcą nam powiedzieć trzej panowie (królowie). Trzeba samemu posłuchać i wyciągnąć wnioski.

W świetle powyższego mówienie o samej muzyce, o poszczególnych utworach, tym, jak brzmią, jak są świeże i na czasie, jak eklektyczna i zarazem wewnętrznie spójna jest ta płyta, wydają się miałkie i zgoła niepotrzebne. Tak samo jak o subtelnych efektach nałożonych na wokale, szczególnie w przebojowych refrenach Matheo, o wybornej technice i takimże warsztacie rapowym Popka i Soboty, w ogóle o tym wszystkim, o czym wiemy, bo przecież znamy “Króla Albanii”, obie płyty Gangu Albanii, a o Sobocie nie usłyszeliśmy wczoraj. To jak polecać coś, czego wartość jest wszystkim doskonale znana. No ale czasem widać trzeba rzucać truizmy.

A jeśli w myśl zasady, że dobrego nigdy za wiele podstawowy tuzin utworów to dla kogoś za mało, to dostanie jeszcze track bonusowy i remiksy. Czego chcieć więcej?

Najlepszy tekst, jaki zdarzyło mi się popełnić, pisząc jeszcze na poprzednim blogu, zawierał się w jednym zdaniu, w jednym pytaniu właściwie. Przywoływanie ówczesnego kontekstu nie ma większego znaczenia, bowiem nie rzutuje on na teraźniejszą wymowę tamtych słów. Zatem tych, którzy dotrwali – oby szczęśliwie – z sobie znanych powodów do tego miejsca zapytam: nie lepiej posłuchać muzyki?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s