Wojciech Kuczok – Widmokrąg (2004)

kuczok

Lubię czytać, przeczytać coś, co mam nie lubić, lubię więc, nawet jak myślę, że nie ma co, nie ma czego, to zawsze znajdzie się ktoś, wynajdzie się kogoś, choćby piętnaście lat po rzeszach całych i tabunach, w spokoju i tak zupełnie dla siebie, albo jakąś nieodkrytą duszę, i wtedy gorzej, gdy jest to tomik poezji poetki z rocznika późniejszego niż mój, chyba że nie jest to tomik, a poetka jest niedrukowana, bo zdolnych się nie drukuje, a w ogóle to chyba już lepiej, żeby taki Kuczok.

Przyznaję, że miałem problem, bo “Widmokrąg”, formalnie zbiór opowiadań, jest tomem co najmniej poetyzującym, i jakby to ujęła pewna osoba, posługując się terminologią jednoznacznie ohydną, widać rodowód poetycki autora, mimo że to nie proza poetycka, tylko proza, nie do końca zwyczajna czy zwykła, tylko po prostu taka, że wiadomo, iż idzie o to, by nie poddać się jej ramom, tylko by się oddać, niekoniecznie – wzorem choćby jednego z bohaterów – oddając duszę, zresztą pewnie najzupełniej słusznie, i o ile na początku to ujęcie ujmowało, bo znać warsztat, potencjał i lekkość pióra autora (“Żebry Adama”), o tyle nawet nie koniec końców, tylko zaraz-już-za-moment, chwilę po pierwszym interludium (te są świetne, króciutkie, ale bezpretensjonalne i diabelnie… precyzyjne), uznałem, że to nie dla mnie, że takie numery to nie ze mną, bo ktoś tu próbuje niby inaczej, a jednak powtarzając tę samą językową (pardon my French) sztuczkę, wciąż i wciąż, tak że gdzieś w połowie opowiadania, od którego zbiór wziął tytuł, miałem dość, miałem gdzieś resztę, a jak po kilku tygodniach wróciłem, bo mówię, no dawaj, co się będziesz, tak to chociaż napiszesz na blogu, że ci się nie podoba i nie pójdzie na zmarnowanie, to myślałem sobie, że o bliskości, takiej w wymiarze fizycznym, to wolałbym słuchać od osiedlowego troglodyty w ortalionowym uniformie, bo w tym przynajmniej byłaby jakaś prawda, jakieś doświadczenie, a wulgarność rejestru, w jakim mieści się fraza Kuczoka, mimo że słownictwo jest takie cacy-wymuskane, mogłaby nie zostać przez takiego archetypowego blokersa dościgniona, mimo użycia całej gamy wyrazów i wyrażeń spoza słowników, chyba że byłyby to słowniki slangu, no ohyda wręcz, ale mam niski próg tolerancji na takie rzeczy, trudno, rozkładam ręce i wzruszam ramionami.

Jednak dobrnąłem, nawet gdy grzązłem, a śpieszyłem się tym bardziej, z im większym animuszem serwowano mi miłosne bezeceństwa o oślinianiu ucha i obszarów przyległych, i tym podobne, które serwować niepodobna, aż w końcu wybiegłem z tych ruchomych piasków, z tego bagna, i wiele rzeczy mimo wszystko mogę, i powinienem, docenić, bo na przykład puenty są świetne, takie poetyckie właśnie, choć ponoć jeśli wiersz zmierza do puenty, do wybrzmienia, to żaden z niego wiersz, no ale że to nie są wiersze, to mogę napisać poetyckie, nie zważając na pewną paradoksalność i sprzeczność, w ogóle na cokolwiek, bo napiszę to przecież w góra dwa kwadranse, no ale co doceniam, a jeszcze nie wspomniałem, to te interludia, by przypomnieć, poza tym pewną spójność tematyczną, bo to są opowiadania o miłości, o osamotnieniu, o byciu samotnym, o bólu i o rozpaczy, ujęte na wszelkie sposoby, niestety, co przyznaję z bólem i smutkiem, jest jak w piosence Elektrycznych Gitar, a mianowicie nic mnie nie rusza, literalnie nic, żaden w zamierzeniu przejmujący obraz, los żadnej z tragicznych przecież postaci, żadne ze skrywających zapewne istotną prawdą zdań czy cząstek zdań (tu się gna często do przecinków, kropek wypatrywać próżno, mimo że w końcu na[d]chodza), żadna zgrabnie z(a)warta historia, nic, nic i jeszcze raz nic, może tamta brzoza tylko, ale to raczej jako pewna błyskotliwa figura, więc podobnie jak puenty, raczej wyraz uznania dla inteligencji, a oczekiwałbym dostarczenia przeżyć, nie tylko by autor pokazał istotną sprawność pisarską.

Nie podobało mi się, zupełnie szczerze, ale i uczciwie przyznaję, że to taki przypadek, gdy widzę talent, istniejący obiektywnie, bezsprzecznie i poza treścią indywidualnych osądów, więc choć nie czuję się wzbogacony czy zainspirowany, to pewnie sięgnę po dłuższy zwarty tekst Kuczoka, i wszystko będzie jasne, i tak jak chcę.

(aha, pisałem dwadzieścia pięć minut, poprawiałem dziesięć)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s