Jacaszek – Kwiaty (2017)

jacaszek

Na poprzednim blogu były pewne teksty, które nie cieszyły się żadną popularnością, ale mimo to pojawiały się dość często. Jako że kontynuuję pewną myśl, a w dodatku tutaj nie wystąpią takie dysproporcje, postanowiłem, że będę do tego wracał. Nie różni się to od “normalnych” wywodów, bowiem powstaje równie spontanicznie. Poza tym, jakkolwiek to brzmi, będę mógł poczuć, czego nie czułem właściwie od lat, że blog w istocie jest mój. Niezależnie od tego, jaki jest.

———-

I
Świt musi nastać. Na mnie. Horyzont – pierścień ognia. Dopalają się ogniska bólu.

Dzień wstaje niepewnie. Nie mam pewności, że wstanie. Zbyt długo byłem pewien.

Gdy wydaje mi się, że tęsknię – wydaje mi się. Gdy wydaje mi się, że nie tęsknię – wydaje mi się. Odkąd pamiętam, wszystko mi się wydaje.

II
Tylko wspomnienia wracają. Tylko czas mija. A mnie? Nic. Nie minie.

Bez fizyczności zniknie w końcu cała metafizyka. Zostanie to, co poza zasięgiem. Myśli, wzroku, ramion. Poza.

Świat jest mały. Coraz mniejszy. Maleje wraz ze mną. Maleje, gdy rośniesz. Za mały dla nas dwojga.

III
Zegary zaczynają mierzyć odległość. Bezmiar. Nic tu po nas.

W środku nocy dostrzegam środek nocy. Ty przestałaś być celem.

Obudź mnie – wypomnę ci wszystko. Co do godziny.

IV
Czekam aż się dokona. To, co zostało. We mnie. Ze mnie. Aż ty.

Nie zapisano cię w gwiazdach, a w bliznach.

Nazwij poetą skreśleń. Na nic się nie piszę.

IV
Nigdy nie miałem cię za sobą. Nigdy nie będę mieć. Kto jeszcze mógłby się zbliżyć na tyle, by zostać moim największym wrogiem?

Potem zacząłem bać się samego siebie. Siebie samego. Wiem, że i ty wciąż jesteś taka sama.

Tylko brak mi już odwagi, by się bać.

V
Miłość. (…) Jak ludzie się kochają, albo mówią.

Będziemy zawsze.

Zamilczysz mnie na śmierć.

VI
Cisza po burzy to tylko cisza przed burzą.

Znów zechcesz wracać w te ruiny? Duchy lubią nawiedzać takie miejsca.

To zwie się Potobie.

VII
Nie ma już lasu. Widzę go za oknem.

Nie ma dolin rzek, urwisk, czarcich polan. Pagórkowatych łąk.

Po drugiej stronie. Co jeszcze mi odbierzesz, Życie?

VIII
Znów nie piszę listów do ciebie.

Nigdy do ciebie nie trafiały. Żaden z nich.

Jestem przy tobie niczym.

IX
Coraz krótszy. Dech.

Przed nami – wieczność.

Już po nas.

X
Pulsujesz i ćmisz.

Tylko przestać nie mogę na czas. Ani na nigdy. Wcale nie mogę.

Jesteś wszechmożąca.

XI
Marzec. Bo: mara. Nie: Mars.

Wiosna. Niech wraca, skąd przyszła, skoro mamy siebie.

Za nic.

———-

Jacaszek, wspomożony przez wokalistkę w osobie Hanny Malarowskiej, czerpiąc z XVII-wiecznej poezji Roberta Herricka, nagrał płytę może typową dla siebie, ale zaskakującą, gdy idzie o to, jak potrafi wciągnąć i rezonować. Ambient, dla którego słuchacz staje się tłem, to dobry ambient, a z takim mamy na “Kwiatach” do czynienia. Jakiś spec od marketingu bez wyrzutów sumienia może użyć zdania-formułki “najlepsza płyta Jacaszka od czasu >>Trenów<<“.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s