Z ręką na pulsie (#2): Mering & Rosenberg, Power Trip, Sinmara / Misþyrming

Mering & Rosenberg – Myths 002
mering rosenberg.jpg

Mering & Rosenberg (właściwie Ariel Pink i Weyes Blood) serwują uczciwą dawkę psychodelicznego popu w porcji wynoszącej cztery utwory. Pierwszy (“Tears of fire”) zapowiada nielichą przygodę i rychłe dobycie oręża, i to że zaraz-za-moment czeka nas epicka wyprawa przez fantastyczne krainy, mroczne lochy i ratowanie świata. Następnie (“Daddy, please give a little time to me”) robi się bardziej baśniowo, więc może jednak obędzie się bez rozlewu krwi, wystarczą talenta dyplomatyczne, a ratować z opresji przyjdzie jedynie powabne księżniczki. Przy “Morning after” na nic się już nie nastawiam, a jedynie słucham z przyjemnością, zastanawiając się, czy aby na pewno to nie nowy materiał niejakiej Lizzy Grant. Niemniej jednak nie przenoszę się do Ameryki z połowy XX wieku, tylko pozostaję w czasach bardziej zamierzchłych i miejscach mniej konkretnych. Na koniec (“Oh another day”) budzę się w jakimś klubie, nad ranem, gdy atmosfera jest cokolwiek oniryczno-nadrealna i nie chcę się nawet zastanawiać, co tu robię ani jak tu trafiłem. Odczuwam niedomiar snu, potegujący odczucie niepokojącej fantastyczności miejsca i mojej w nim bytności.

I choć trochę się boję, bez kolejnych jazd się nie obejdzie, bo rzecz jest niewątpliwie do zapętlenia. Super!

Power Trip – Nightmare Logic
power trip

No proszę, thrashmetalowa płyta, przy której nie przysypiam. Czary i dziwy. Nie żebym od razu się wyraźnie ożywiam, siejąc zniszczenie i pożogę pośród mebli i sprzętów, ale przytupnę nieco, a co! Stosując nomenklature winylową, strona A to naprawdę konkret. Później wkrada się lekkie znużenie, ale nadal nie potrzeba zapałek, by podeprzeć ciężące powieki. Ogólnie jest naprawdę dobrze.

Sinmara / Misþyrming – Sinmara / Misþyrming
GDOB2_25CH_001m

Sinmara mi umknęła, uczciwie przyznaję, a zachwytów nad Misþyrming do końca nie zrozumiałem. Ten króciutki split (po jednym utworze obu zespołów) pozwala mi się pokajać i zreflektować. Dostaję to, co spodziewam się dostać, jestem zadowolony i jednocześnie chcę więcej. Myślę, że właśnie o to chodziło. Islandia może nie rozdaje kart w black metalu, ale niewątpliwie zaczyna być graczem, który się liczy.

Konkrety? Cóż. Melodyjny riff w podniosłej końcówce “Ivory stone” jest autentycznie piękny (sięgnę czym prędzej po “Aphotic Womb”, by nadrobić zaległości), a “Hof” to rzecz jazgotliwa i jadowita. Bardzo inteligentne prucie do przodu z niemal podręcznikowymi zwolnieniami w części drugiej. Tak jak lubię.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s