Grałem w grę: Torchlight II (2012)

torchlight ii

Miłość do gier hack’n’slash porównałbym z miłością do shoegaze’u. Z kilku powodów. Po pierwsze, w obu przypadkach mamy do czynienia ze swoistą niszą. Po drugie, jest to nisza niehermetyczna, nieelitarna. Po trzecie, na gruncie obu powstało po jednym wybitnym dziele. I jakieś inne dzieła. No i po czwarte, jak ktoś nie lubi erpegów czy black metalu, to… I proszę nie pytać, co ma piernik do wiatraka.

Ale przejdźmy do Torchlight II. W jedynkę nie grałem, więc pewnie ominęła mnie wspaniała przygoda, moc wzruszeń i niebanalna historia. Prawdę mówiąc, to wszystko ominęło mnie także w drugiej części, którą przecież ukończyłem. Fabuła jest pozorna, ale przy tym tak niepozorna w swej pozorności, że nie przeszkadza, nie zwraca się na nią uwagi. Nawet wprowadzeń do misji nie ma potrzeby czytać.

Torchlight2 2017-03-09 10-53-58-97

Jednakże zanim wykonamy jakikolwiek quest, musimy wybrać klasę postaci. Jedną z czterech (Żarodziej, Berserk, Łowca, Inżynier – grałem tym ostatnim) i zwierzaka-towarzysza. To pożyteczne stworzenie. Potrafi dźwigać tyle, ile my, więc możemy podzielić ekwipunek na dwoje, a jak już zabraknie miejsca na kolejne przedmioty – wysłać kompana do miasta, by przy okazji kupił potrzebne zwoje i mikstury. Bez obaw, nie da się oszukać! Przyznaję, że sam udałem się do startowej lokacji – nie licząc momentów, gdy kierował mnie tam przebieg zdarzeń fabularnych – bodaj raz, a i wtedy tylko z czystej ciekawości, jak działają portale.

Na trzecim poziomie trudności (z czterech), bo taki wybrałem, było… wymagająco. Wprawdzie nabijałem spokojnie poziomy i zapowiadało się na dość senną roz(g)rywkę, ale jak nabiłem ich kilkanaście… zginąłem. Raz. Drugi. Trzeci. Co trafiałem na jakiegokolwiek przeciwnika w lokacji, do której właśnie mnie rzucono, okazywało się, że w starciu jestem bez szans. Sekunda, dwie, trzy – koniec. Gra jest siłą rzeczy dość liniowa, co oczywiste, w dodatku nie pozwala expić bez opamiętania (wyczyszczone obszary pozostają… czyste), więc można trafić na ścianę. Stało się to jeszcze w pierwszym akcie. Nie wiem jak, ale ostatecznie złapałem rytm, choć gotów byłem usunąć Torchlight II z dysku. Często to kwestia rytmu właśnie. Zatem złapałem rytm i ruszyłem dalej.

Torchlight2 2017-03-09 10-55-31-64

I było przyjemnie. Przyjemnie ciężko. Przez około dwadzieścia pięć godzin (wykonywałem całkiem sumiennie zadania poboczne). Nie dało się tak po prostu klikać (nawet dwoma klawiszami myszy, bo i do prawego przypisuje się jakąś umiejętność), a drugą dłonią, no nie wiem, sięgać po chipsy czy paluszki. Trzymanie palców na klawiaturze jest nieodzowne. Przypominało to trochę granie w klon Guitar Hero na klawiaturze (zwał się bodaj Frets on Fire), bowiem klawisze 1-4 wciskałem naprzemiennie i bynajmniej nie z nudów. Pozostałe cyfry również, bowiem przypisuje się do nich – według uznane – poznane czary, zdolności charakterystyczne dla klasy postaci, mikstury leczenia i many… A bez tego wszystkiego naprawdę się nie poszaleje. Ponadto jeśli zginiemy i chcemy kontynuować grę u progu lokacji, w której się znajdowaliśmy (co jest wygodne i pozwala z pewnością uniknąć frustracji), musimy na to przeznaczyć dziesięć procent posiadanego złota. Gdy weźmiemy pod uwagę, że za to, co sprzedamy, dostaniemy grosze, a same mikstury nie są tanie, to…

Jeśli idzie o umiejętności, to odpuszczono sobie charakterystyczne drzewka, wszelkie zależności i wynikania. Ograniczeni jesteśmy – i przy wyborze, i przy dodawaniu kolejnych punktów – jedynie poziomem naszego bohatera. Prowadziło to do tego, że parokrotnie nie wiedziałem, w co inwestować, bowiem nie miałem możliwości doskonalenia interesujących mnie talentów (z racji rzeczonych ograniczeń), więc zostawałem chwilowo z nadwyżką. Jest ich trzydzieści, podzielonych na trzy grupy (po siedem aktywnych i trzy pasywne, niewymagające aktywacji, a jedynie – czasem – wyekwipowania bohatera w broń określonego typu, np. działko).

Torchlight2 2017-03-09 10-57-28-38

Lokacje są zróżnicowane. Mamy i różnorakie otwarte przestrzenie (także zaśnieżone!), i zamknięte, i tradycyjnie podziemia, niekiedy naprawdę rozległe i wielopoziomowe. Wprawdzie i w tej kwestii prochu nie wymyślono, ale choćby te quasiindustrialne poziomy (i odpowiednio wpasowani przeciwnicy) są pewnym powiewem świeżości. Bossów pojawia się sporo (także pomniejszych). Walka z nimi stanowi wyzwanie (szczególnie gdy trzeba eliminować przyzywanych przez nich pobratymców), zawsze trwa kilka minut, choć nie wiem, dlaczego toczy się na arenach. Jak w platformówce. Brakuje tylko patentu z koniecznością szukania sposobu na zadanie danemu niemilcowi jakichkolwiek obrażeń.

Torchlight II to gra… fajna. Można włączyć sobie jakąś dobrą płytę i zaklikać przez parędziesiąt minut kilkaset potworów.

(7/10)

+ to nie Diablo III

– to nie Diablo II

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s